2.11.17 Uczniowie i nauczyciele. Oranżada i koktajl.

Szkoły prywatne, czasem z przymusowymi mundurkami, wszystko według jednego szablonu, a po powrocie do domu kłócący się rodzice, którzy przed innymi udają szczęśliwą, przykładną rodzinę. Nic dziwnego, że w takim społeczeństwie powstało i powstanie kolejny bunt młodych, a nowe „Pink Floydy” nagrają nowe „Ściany”. Coś się młodemu człowiekowi nagle przestaje zgadzać… Współcześni nacjonaliści muszą zawrzeć w swoim programie dużo wolności i możliwości, zresztą Autonomiczni Nacjonaliści (i inne CasaPoundy) nie wpisali się tak dobrze w uliczny aktywizm patriotów XXI wieku z przypadku. „Porządek” rodem z minionych reżimów często okazywał się kłamstwem, bo owy porządek to tylko szablon, wewnątrz którego gniła ukryta hipokryzja. Ukryta, ale nie dla młodego pokolenia, które zawsze, po prostu, chce żeby dano mu święty (lub wręcz przeciwnie) spokój. Tandetne nauczycielki, rodzice nierozumiejący swoich dzieci – czy bunt anarchistyczny nie rodzi się z tego powodu? Z zawiedzenia edukacją, z zawiedzenia rodziną?

Trudno potem takiego dzieciaka zawrócić ze złej drogi, sam musi się przekonać, że nie wszystkie rodziny są tak zakłamane jak jego, że nie wszyscy inteligentni ludzie są jak jego debilna, być może, dyrektorka. Jako patrioci marzymy o dobrych szkołach, uczących tego co trzeba…, ale zawsze będzie w nich słychać ten szyderczy śmiech młodych. To muzyka w tle tego tandetnego filmu…

Zawsze będą nastawieni anty, przynajmniej ta część z tylnych ławek, tacy jak my. Ta część, którym znowu nauczycielka powie, w przypływie słabości, że nic z nich, nierobów, nie będzie. Ktoś później udowodni, np. w podziemnej sztuce, że jednak coś z niego wyrosło, puści to w eter, w bloki… Skrytykuje System…  System, który powstał chyba po to, by z nim jechać, bo nikt normalny – przynajmniej tak tu sądzimy w dżungli – nie żyje zgodnie z jego prawami.

Ale dużo lepiej nie będzie, niestety. Większość buntu bierze się z tego, że nie znaliśmy wtedy życia… Która perspektywa jest prawdziwa? Obie, tylko dzisiaj wiem, że niewiele z tym mogę zrobić, chociaż czasami muszę zareagować i krzyknąć jakbym znowu miał trzynaście lat.

Dziś tacy małolaci są moimi podopiecznymi. Widzę na własne oczy jak koleś zapuszcza irokeza, wpieprza w uszy kolczyki, zaraz pewnie zamieni oranżadę na koktajl i będzie chciał nim rzucić.

Nawet nie wie, że we mnie. W swojego ulubionego… nauczyciela.

ŁG