2.11.17 WPW: Ania z popieprzonego podwórza…

…, bo na pewno nie jest to bajka o Ani z zielonego wzgórza. Tu zieleni jest mało, gdyż nikt o nią nie dba, a jak miasto coś posadzi – zaraz patusy zaśmiecą. Są za to stare kamienice i popisane ściany. Biegające półnago kilkuletnie dzieci i ich zachlani rodzice. Kiedyś odwoziłem Anię z inną dziewczynką z zajęć i ta dziewczynka spytała Anię: – Boże…, ty tu mieszkasz? Dzieciaki są okrutne i chyba jednak zbyt bezpośrednie… Ania z popieprzonego podwórza jakiś czas temu zdobyła drugie miejsce na turnieju, który mogła zaliczyć za darmo dzięki „Wracamy Po Was”. Oj, odwdzięczyła się! Dawno nie byłem tak dumny… Dawno też nie było tak śmiesznie! Historię Ani już Wam kiedyś opisałem, nie będę zatem się powtarzał. Teraz sama z siebie opowiadała w aucie, że nigdy nie chce mieć kontaktu z używkami, a po tym jak przegrała finał, stwierdziła, że musi dalej pracować, ma motywację i cele. Wcześniej stoczyła dwie wygrane bitwy na ringu! To właśnie one były zabawne i szkoda, że nie mogę Wam tego pokazać…

Ania jest z nieciekawej dzielni, więc nieciekawie jak na dziewczynkę się wozi (po prostu buja łapskami na lewo i prawo, jak ojciec, bracia i sąsiedzi). Wyobraźcie sobie jak wchodzi na arenę rozbujana miniaturka, sięgająca sędziemu do pasa, po czym biega za przeciwniczką doprowadzając raz do jej płaczu, raz do interwencji lekarza. Sędzia odsyła Anię do narożnika na czas, gdy jej rywalka dojdzie do siebie, a ona buja się do niego zupełnie jakby była na dzielni. Przy tym wszystko jest tak słodkie (bo twarzyczki Ani jeszcze nie dopadło życie…), że stojący dookoła ludzie nie mogą wytrzymać, ja także.

W drugiej walce jest dokładnie tak samo. Miniaturka biega po ringu wprawiając wszystkich w zdumienie, a po każdym celnym trafieniu patrzy na mnie jakby miała powiedzieć „łatwizna szefie, dawaj kolejną”.

Od trzeciej, która bujała się podobnie do mojej (niech żyją hodowle pit bulli), dostała po papie… I bardzo dobrze, bo każda bujanka powinna się skończyć lekcją pokory. Lekcją pokory zakończoną odpowiednimi wnioskami podczas powrotu… Chce pracować, chce jeździć, chce wygrywać… Nie chce upaść jak otoczenie.

Wiele Wam marudziłem o niewdzięcznych dzieciakach i ich rodzicach… Ta jest przezajebista! W końcu… W końcu mam swojego pit bulla z odrapanej dzielni… Różne ludzie mają marzenia, wybaczcie… Mało tego, mam marzenie zdobyć kiedyś z taką jakiś daleki turniej na końcu świata. Z dala od sąsiedzkich awantur, imprez i wzywanych karetek pogotowia, przybywających na dzielnicę razem z prewencją…

I zrobimy to jeśli wytrwa, nie mam wątpliwości…

ŁG