7.11.17 WPW: A Ci brzydcy, niezaproszeni, nieatrakcyjni dla nas…?

Kto jest dla mnie nieatrakcyjny jako aktywisty, który stara się zaproponować ludziom sport, gdy jestem nastawiony na wynik i sukces? Z pewnością dzieciak nieutalentowany, słaby, marudny, niepotrafiący się skupić. Cholera jasna! A przecież tacy najbardziej potrzebują pomocy… Wiem, że sam całego świata nie zmienię, ale wyżej wymienieni po prostu też do mnie trafiają, są obok – nie gdzieś daleko. Czy takie akcje jak WBW mają powstawać dla idealnych (w widzeniu fachowym…), dla takich, z których będą materialne owoce (dla… mnie…)? To byłoby zbyt proste… Takich dzieciaków przyjmie każdy, prędzej, czy później talent znajdzie swoje ujście, a jeśli nie – owoce w życiu wyda sam twardy charakter. Jałmużna ma boleć. Boże, jak mnie bolą Ci, którzy nic nie potrafią, którym nie mogę przekazać wiedzy… Denerwuję się, krzyczę, podświadomie skreślam…

Nie wiem czy zawsze dzieci były wredne, ale od kiedy pamiętam – odrzucały w szkole podstawowej „dziwaków”, mówiąc najogólniej: z jakiegoś powodu niepasujących do ogółu. Znam to z własnej podstawówki (sam byłem agresorem), dziś doświadczają tego moi podopieczni (o jednej napisałem kiedyś więcej…). Czytając Ewangelię Łukasza 14, 12-14 [1] miałem przed oczami właśnie moment, gdy cierpią, bo nie zaproszono ich gdzieś, gdzie tak bardzo chcieli być… Wyjazd, zabawa, urodziny kumpla, rozmowa w zamkniętym gronie… W takim świecie wiele jest udawania, nawet słabi muszą pozować na siłaczy.

Niektórzy są na marginesie przez całe swoje życie – nie tylko w środowiskach, ale i w rodzinach. W swoim pędzie ku doskonałości (wykreowanej przez ten dawno upadły świat), zapominamy jak wielkim cierpieniem jest odrzucenie, szczególnie dla najmłodszych, często z rozbitych rodzin, którzy niczego nie pragną bardziej niż akceptacji. Też pragnąłem będąc w ich wieku… Dlatego uciekałem w agresję – również do słabszych.

Dziś rozumiem, gdy ktoś kogoś pacnie za barwy, ale wtedy chciało się kogoś pacnąć za barwy, by być utożsamianym z siłą – tak często jest w podstawówce. Ale nie rozwijajmy dziś tego wątku, bo jest długi…, a przy okazji niewygodny.

Gdy myślę o poniższej Ewangelii w kontekście bycia aktywistą prospołecznym i katolikiem wiem, że muszę pomóc tym „niezaproszonym” dzieciakom, by być może przy mnie znaleźli swoją wartość. Muszę walczyć z pokusą, że ktoś jest dla mnie „zbyt głupi”, „zbyt brzydki”, „zbyt słaby”…, bo tak o ludziach lubi nam podpowiadać pycha i zły. Bez katolicyzmu będzie kiepsko, bo skreślisz tego, „który cię wkurwia” i pomożesz innemu dzieciakowi z ulicy. Ale temu atrakcyjnemu! Ciągle ta atrakcyjność wygrywa, a przecież nie zgadzamy się, że trzeba koniecznie „być przebojowym” [2], no nie?

Boża miłość zaprasza nas do kochania wszystkich jednakowo i tylko żyjąc z Jezusem będziemy potrafili tak jak On – zaprosić każdego, nie tylko stawianych przez świat na piedestale… Samo bycie aktywistą nacjonalistycznym mi do tego spojrzenia nie wystarcza, nadal oceniam, ciągle patrzę z góry…

Dlatego Jezus to Ostatni Prawdziwy Bunt. Bunt w stosunku do świata, nawet tego, który uznaliśmy za kontrkulturowy. „My chcemy Boga”…, bo bez Boga nie da się tego pojąć.

ŁG

[1]: Łk 14, 12-14: Jezus powiedział do pewnego przywódcy faryzeuszów, który Go zaprosił: «Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych»

[2]: A propos bycia przebojowym. Widząc takie akcje, kopałbym jak Evra z OM, okrężnym… LINK. Tragiczne jak młodzież w „Belfrach” Żulczyka… Niestety, tym razem prawdziwe. W swoim aktywizmie nie zapominajmy o proteście wobec rozpusty (związanej dziś z „przebojowością”). Tak trudnym dla dzisiejszego faceta…

PS: Na zdjęciu szatnia Napoli. Nie żebym ich lubił, ale lubię gdy Jezus jest obecny w męskim świecie… Facet nie musi z Jego powodu porzucać swoich męskich pasji…