10.11.17 Nie robić zbyt dużo miejsca, a więc… do jutra!

Trzeci krzyżyk rządzi się swoimi prawami. Ilekroć o tym piszę, wiem, że uśmieszek właśnie wykrzywia twarz moich pięćdziesięcioletnich czytelników… Z drugiej strony pamiętam, że średnia czytelników „DL” wynosi raczej dwadzieścia pięć… Trzeci krzyżyk to jednak przełomowy moment dla faceta, te dwadzieścia parę to jeszcze „duży nastolatek”, nie tylko ja mam wrażenie, że właśnie około trzydziestki się dojrzewa – tym bardziej dzisiaj… Od kiedy pamiętam, buntowałem się przeciwko wszystkiemu, co środowisko podsunęło mi pod twarz, dojrzenie polega na skapnięciu się wreszcie, że powinienem się zbuntować głównie przeciwko… sobie (najradykalniejszym miejscem do tego jest oczywiście konfesjonał). Najpierw buntujesz się przeciwko rodzicom i szkole, bo przecież nikt nie będzie Ci mówił jak masz żyć i uciekasz w środowisko żeby… robić to co one (to co „wszyscy”)! Niezły bajzel, co? W efekcie otrzymujemy „zbuntowane klony”, zamknięte w szufladkach z dość dokładnym opisem. Nikt nie będzie im mówił jak żyć, więc na przekór pozostaną takie same jak reszta. Tyle, że inna reszta – taka, która bardziej przypasuje, a z czasem wyznaczy trendy zmieniające się niektórym w nowy dekalog.

No dobra – to są te złe strony… Młodzieńczy bunt bywa jednak piękny…

Mi przed oczami stają szczególnie zamaskowane grupy młodzieży przy wyjściu kościoła św. Brygidy w Gdańsku, które po mszy ganiały się z ZOMO (czytałem o tym, byłem tam dwa razy na mszach i wystawach, chociażby wyobrazić sobie klimat lat 80tych). Ten kościół i parafia, ze względu na bliskość Stoczni Gdańskiej, były związane z niezależnym ruchem robotniczym, ksiądz Jankowski odprawiał msze dla robotników, modlono się za Ojczyznę… Awantury z policją po mszach, łączą się w mej chorej łepetynie z momentem nawrócenia, a więc z Panem Bogiem, pewnie dlatego akurat ten okres historii uważam za wyjątkowo piękny.

Czy ktoś „racjonalny” stawiałby opór po Eucharystii? Co jednak zrobić, gdy władza nie była zadowolona, że ludzie chodzą tam na msze… Pierwsi do buntu są zawsze młodzi… Ci którzy jeszcze najmniej mają do stracenia, lub zbyt mało wyobraźni/zbyt wielką odwagę, aby o to dbać.

Podobnie pierwsze Marsze Niepodległości miały w sobie coś z pięknego buntu, bowiem naprawdę czuliśmy, że Polska idzie w bardzo złym kierunku, a do tego na ulice próbuje się przebić lewica. Jakkolwiek to piękno wyglądało w TVNie… na miejscu było wzniośle!

Obok grafika oparta na mojej ulubionej okładce zina papierowego „Droga Legionisty” (nr 6, numer październikowy przed kolejnym Marszem Niepodległości). Pamiętacie…? Cytat pochodzi z płyty Horytnicy, która była wtedy bardzo popularna wśród nacjonalistów. (…) Lecz wiem, że gdy Was wezwie Polska, zabłysną ostre szable. I duchy Wasze niespokojne, znów dla niej ruszą w siodle…

Czy przed jutrzejszym Marszem Niepodległości czuję, że coś palącego nas wzywa? Raczej nie… Ale z drugiej strony, czuję że nie warto za bardzo się rozchodzić, bo wtedy robi się miejsce… Robi się miejsce nie tym, co trzeba.

Do jutra… Z fartem.

ŁG