25.11.17 Saper i terrorysta.

Od kiedy pamiętam, kiepsko śpię. Czy chodzę do roboty, czy nie, starcza mi te kilka godzin – mimo, że nie muszę wstawać. Dużo myślę. Może dlatego kiedyś popadłem w używki…, żeby spać, lub wręcz przeciwnie, by doprowadzić niespanie i myślenie do chorego poziomu, możliwego tylko dzięki chemii? Nie myślę o tym, co martwi ten świat, mam w dupie wiele rzeczy, których Ty nie masz w dupie, gdy kładziesz głowę na poduszkę, lub opierasz ją niewygodnie o szafkę szatni na nocce. Wstaję, mimo że nie muszę, bo boję się swoich myśli – boję się zostać zbyt długo z otwartymi oczami, nie robiąc niczego. Biję w worek, robię masę innych rzeczy. Lęki ze snów, tak bliskie światowi realnemu, przenoszą się na większość poranków. Wstaję, by nie popadać w obłęd. Wierzę w Boga, ale temperamentu oraz błędów przeszłości nie da się ot tak, nagle skasować, wyzerować pamięci. Podobnie wniosków z rzeczywistości dookoła. Zawsze już będę musiał walczyć, zawsze będę budził się z lękiem i złością, jak pieprzony Punisher.

Jezus jest piękny, ale świat trzepnięty, jak poczucie humoru Tarantino. Widziałem na ulicy gaz… śpiewał kiedyś Kazik… Gazy wszechobecnej patologii wypełniły nasze nozdrza i opanowały umysły, serca. Co oczy widziały, tego już nie cofniemy ze świadomości w stu procentach… Nie potrafię być wiecznie tak skupiony, zmobilizowany.

Ja ich wszystkich za dobrze rozumiem. Rozumiem czemu ćpają, rozumiem czemu się dymają, rozumiem czemu zawijają owijki i się napierdalają. Boże – ja nie chcę ich rozumieć, ale rozumiem… Oby jak najszybciej się otrząsnęli. Źle robią, ale świat zdążył mi wytłumaczyć dlaczego…

Łączę się z prowadzonym przeze mnie dzieciakiem. Mam dom, rodzinę, a nie śpię, bo dzieje się coś złego z tą misją. Co możesz zrobić, śpij człowieku… mówi żona, a ja uważam, że powinienem coś zrobić. To pieprzone uczucie obowiązku, zabija mnie, kiedy do innych rzeczy nie mam za grosz czasu, nie interesują mnie one, jestem leniwy. Pierdoły (w oczach świata) rozsadzają mi mózg.

To nie absurd Łukasza katolika. To efekt zła tego świata – w każdym z nas. To efekt otwierania bram piekieł na naszych osiedlach. To efekt karmienia latami nie tego wilka (nawiązując do znanego utworu Luxtorpedy), co trzeba. To efekt wchodzenia we wszystko, co przyszło Ci swego czasu na myśl z rówieśnikami. I na sam koniec – to efekt bycia, lepszym czy gorszym, twórcą… Bo przecież wielu doświadcza, ale mają to w dupie. Powinienem zazdrościć?

Włączcie sobie poniższy klip. Długimi tygodniami gładzę glebę, kształtuję się, ale i tak pewnego poranka nastąpi wybuch. Pod spodem były, są i będą znajdowały się podłożone ładunki, które tylko czekają, by wybuchnąć. Cierpienie polega na tym, by potem znowu równać glebę do tego samego sznurka, bo inaczej nastąpi jebana katastrofa.

Jezus jest świetnym saperem, ale diabeł przebiegłym terrorystą. Powodzenia podczas prostowania dróg.

Wyobraźcie sobie, co by się działo, gdyby ciągle tylko wybuchało…

ŁG