27.11.17 WPW. Po drugiej stronie… Po jednym zdaniu…

Kto kryje się za tą zamaskowaną twarzą…? Zapewne bezwzględny bandyta, człowiek bez serca…, co…? Ocenili Cię kiedyś, nie wierząc, że tak naprawdę jesteś wrażliwym człowiekiem? A kto kryje się za brudnymi łachmanami, zbiera kiepy na przystanku…? Zasrany żul…? – Pan zobaczy, „strażnik stoi!” – ironicznie rzucił w moim kierunku dziesięcioletni podopieczny, wskazując na bezdomnego stojącego nieopodal nas. Widzę go codziennie. Zainspirowany opisywanymi tu księżmi, postanowiłem w końcu nawiązać relację. Przełamałem lenistwo, strach przed rozmową z bezdomnym i zrobiłem dwie bułki. Dorzuciłem kilka słoików z grzybami, spakowałem wszystko w reklamówkę i zabrałem ze sobą tam gdzie stale go widzę. Wziął, podziękował, podkreślił, że zje sobie do kawy, bo ktoś tam mu oferuje także korzystanie z czajnika. Dowiedziałem się, że czasem przychodzą do niego siostry zakonne i mu pomagają.

Najważniejsze mieć na drugi dzień na ciepły posiłek. Tam jest bar, że obiad kosztuje 5 zł, ale dopiero od 12:00. No, mam złotówkę dopiero… – mówił nieskładnie i smutno.

Była 16:30, a „żul” był trzeźwy. W związku z tym wyjąłem i dałem mu wszystkie drobne, grosze, bo trzeźwość gościa nie budziła wątpliwości. Twarz zepsuta, ale zero zapachu alkoholu, czy dzisiejszego, czy tym bardziej wczorajszego i przedwczorajszego.

Spytałem jak to się stało, że mieszka na ulicy…

No jeszcze za PGRów umarła mama, potem tata. Miałem 25 lat i nie poradziłem sobie. Dom został sprzedany, czy coś.

Nie do końca skumałem jego historię, ale to nie ostatnia nasza rozmowa.

Gadałem z tym bezdomnym, przyglądał się temu m.in. dzieciak, który pokazywał mi go palcem. Może myślał, że jaja sobie z niego robię, bo podszedł na bezpieczną odległość nasłuchiwać. Tymczasem niewidzialni dla świata aktywiści, szarzy duchowni, nauczyli mnie, że trzeba porozmawiać – spytać się czego ten człowiek potrzebuje. Z boku wygląda jak żul, a po jednym zaledwie zdaniu okazało się, że gościu jest trzeźwy… Jak bardzo zmienia się punkt widzenia, kiedy zamienimy zdanie, zamiast oceniać. Może jutro będzie pijany… Może dlatego, że nie radzi sobie z życiem?

Ilu rodaków osądziliśmy z góry? Ile razy oburzaliśmy się, bo nas opisali jako bandę niemyślących neonazistów, a opierali się tylko o stereotypy?

Różnie to bywa… Dowiesz się o tym, gdy to ulica, a nie internet, będzie Twoim głównym polem działania. Wyjdźmy do ludzi, ale nie tyle zasypywać ich zebranymi darami, co rozmawiać i spytać czego potrzebują.

ŁG