27.11.17 Włoskie zajawki „Drogi Legionisty” – wszystkie drogi…

Wszystkie drogi, zobaczyć i umrzeć oraz tym podobne, banalne slogany, rozpoczynają każdy tekst na temat stolicy Italii. Banalne i bezsensowne dodajmy – gdzie mają prowadzić drogi jeśli nie do kolebki europejskiej kultury? Jaki natomiast sens miałoby umieranie po zobaczeniu tejże? Rozterki tego typu zostawmy amatorom przewodników. Marciare per non marcire! I zaczynamy… Druga połowa listopada, pierwszy śnieg, aura cokolwiek depresyjna. Po dwóch godzinach lotu kilkanaście stopni, pełne słońce i rosnące na drzewach mandarynki. Oprócz naturalnych zalet wiecznego miasta każdy amator atrakcji odradzanych w przewodnikach powinien uświadomić sobie, że… miasto nad Tybrem to jedna z najważniejszych „ulicznych” stolic Europy (jeśli nie najważniejsza) – pod tym względem nigdy nie zasypia. Nie inaczej i tym razem – w pierwszej połowie listopada przez włoskie media przetoczyła się dyskusja związana z pobiciem znanego, telewizyjnego dziennikarza przez Roberto Spade, członka mafijnej rodziny z Ostii (nadmorska dzielnica Rzymu)… Roberto zapytany o wsparcie jakiego udziela CasaPound Italia jego rodzina złamał nos natrętnemu rozmówcy perfekcyjną główką, a następnie wyjął batonik i nie był to batonik „Bajeczny” (na zdjęciu atak oraz dziennikarz z rozbitą twarzą). Wszystko na oczach kamer publicznej „RAI”, bardzo znanej La7 i w sytuacji wejścia Luci Marselli, kandydata CPI do rady dzielnicy. Do tego każdy listopad to kolejna rocznica zabicia przez policję Gabrielle Sandriego, kibica Lazio, a listopad w tym roku przyniósł również klasyk Serie A, czyli derby Rzymu!

Z lotniska do hotelu, z hotelu momentalnie na stadion i… pierwszy problem – poważny tłok na przystanku, czyli… „autobus nie przyjechał”. Czujne oko płci przeciwnej wypatrzyło jednak taksówkę-busa (z Amerykanami z Nevady i Polakiem z Krakowa podążającymi na Stadio Olimpico) i wydawałoby się, że będzie już łatwiej. Niestety – derby della capitale, nie tak dawny konflikt Curva Sud Romy z władzami miasta, sektor na terenie Curva Sud, bezpośrednio obok samego centrum ultrasów Romy – wszystko to poprzez trzykrotną kontrolę doprowadziło do kilkuminutowego spóźnienia. Prezentację obu ekip widzicie na zdjęciach, ale nic nie zastąpi emocji live. Pierwszy widok po wejściu to… kilkuletni chłopiec wykonujący salut rzymski – zaangażowanie nie pyta o wiek. Świetny doping, tym razem mało pirotechniki, 2:1 dla Romy i transparent „To my jesteśmy miastem”. A miasto żyło derbami bez względu na wiek i płeć – taksówkarka z lotniska okazała się kibicem Romy, informując jednocześnie, że San Giovanni (centralna dzielnica, dwie stacje metra od ścisłego centrum) to raczej teren Lazio. Against modern footballu! Olimpico w niczym nie przypomina nowych, bezdusznych stadionów, ultrasi w przejściach, na schodach i… wszędzie gdzie się da. Co ciekawe jeszcze 20 minut po zakończeniu meczu Curva Sud śpiewała dalej, Daniele De Rossi oddał ultrasom koszulkę na pamiątkę zwycięstwa. Kiedy tłum rozlał się na ulicę, dała o sobie znać włoska specyfika – mniej zaangażowani kibice po obu stronach mijali się bez wrogości – pomimo barw na szyjach.

Dzień po meczu na ulicach słyszalne i widzialne były echa rytualnej potyczki. Na ulicach Garbatelli i Testaccio – południowych, „gorszych” dzielnic szczególnie – tam właśnie powstała AS Roma. Garbatella – zbudowana za czasów Mussoliniego to dzisiaj paradoksalnie raczej skrajna lewica – najstarszy squat CSOA La Strada, a na murach plakaty informujące o obchodach rocznicy… Rewolucji Październikowej. Rzym jako całość jest jednak „po stronie Duce”, co oznacza fascesy na każdym kroku, Blocco Studentesco na wielu murach (młodzieżówka CasaPound), hasła CPI, vlepki i cytaty z utworów ekip hc/punk. I nawet hasło do WI-FI w hotelu zostało „wyposażone” w odpowiednią symbolikę!

Nie szukajcie jednak jasnych podziałów – siedziba CPI to „chińska dzielnica”, a sąsiadują z nią „La testa di ferro” – księgarnia nonkonformistyczna (znakomicie zaopatrzona, również jeśli chodzi o muzykę), a także Cutty Sark – pub CPI. Kiedy dumni Włosi debatują nad przyszłością Italii, sensem pozostawania w UE, strefą euro etc., dumni skośnoocy handlują wszelakim badziewiem.

Pod kątem imigracji Rzym nie przypomina na szczęście problemów w skali Neapolu i… oby nigdy nie przypominał. Jeśli jednak w hotelu sprząta przedstawicielka krajów południowo-wschodnich typu Rumunia, Bułgaria i inne „tygrysy Europy” to wiedzcie, że… pieniądze mogą zginąć. I zginęły po sprzątaniu. Po rozmowie telefonicznej Włoch o imieniu Riccardo zadzwonił do szefa i… szefów szefa („ośmiornica, czyli włoskie owoce morza”), a następnie na miejscu wywiązała się dyskusja i w jej rezultacie pieniądze zostały zwrócone. Pani sprzątaczka wyłączyła telefon, a i tak nie mówiła po włosku, oprócz pieniędzy ukradła także ciastka ze śniadania i „nie złapie nigdy już taksówki na ulicy”, „wróciła do taboru”. Przestraszeni Włosi z hotelu odegrali isyegnro piękną scenę rzekomego znalezienia zguby, goniąc jadących na lotnisko przybyszy z Polski po ulicy i wymachując „zaginionym” banknotem.

To nie popsuło jednak niczego – autentycznego wzruszenia bazyliką św. Pawła i Piotra, Palazzo Civilta Italiana w quartiere EUR (którą to budowlę możecie pamiętać z klipu „Spirito di Roma” grupy Bronson), czy też wizyty w sklepie kibicowskim prowadzonym przez Marco ‚Il Principe’ Fuore, jednego z założycieli grupy Boys (głównej grupy ultrasów Romy). Nienawiść trwa i Marco z dumą zaprezentował szalik skierowany do rywali z północy Rzymu, stworzony… dzień po meczu, a hitem uprzejmości stała się koszulka z hasłem „Lepszy rok w więzieniu niż Lazio na wieczór”.

Zobaczyć i patrzeć dalej, za każdym razem widząc więcej. Wielkie piękno skąpane w słońcu. Molti nemici molto onore. Voglio solo star con te.

Saluti!

Wujek Dobra Rada