30.11.17 Aktywizm prospołeczny. Naśladowców, a nie fanów!

Wielu nowoczesnych nacjonalistów mówi o tym, że „musimy zająć się bieżącymi sprawami”. A czy stare sprawy wykluczają nowe? Nie popadajmy w tą pułapkę myślową, że tak. Głupotą byłoby zakopać wszystko i budować od nowa, bo jak wiemy… nic specjalnie nowego nie wybudujemy, możemy się tylko cofnąć. Toczy koła czas, jak śpiewała (coraz gorzej wyglądająca) Chylińska. Pomoc bezdomnemu, czy dziecku z patologicznego domu to nie jest spacerek. Jeśli jesteś nieprzygotowany, możesz co najwyżej zostawić karton datków (dobre i to – owszem…) i uciekać. By autentycznie zainteresować się losem ludzi i w absurdalny momentami sposób poświęcać im czas, trzeba umierać dla siebie. Cały czas w kółko. Bo czy nie ucierpi Twoja duma, gdy np. uzależniony dzieciak, czy bezdomny cały czas będzie Cię oszukiwał i starał się wykorzystać Twoją dobroć? Powiesz „frajer” i olejesz, czy jednak pokornie pogodzisz się, że to „chory inaczej” człowiek [1]? Ja działałem i odszedłem. Dopiero nawracanie się nawróciło mnie do bardziej bezinteresownej roboty.

Mówiąc wprost – by zająć się bieżącymi sprawami, np. biedą i upadkiem ludzi, powinniśmy zainteresować się „starymi sprawami”, a konkretniej tymi sprzed ponad 2000 lat, a przynajmniej będzie to bardzo pomocne w naszej pracy… Bo On pierwszy za nas umarł…

Te wszystkie „Matki Teresy”… przypadek? Nie sądzę…

Wielu mówi, że „jakieś tam modły” nic nie dają narodowi. Przypomnijcie sobie tekścik o bezdomnym, który niedawno tu wrzucałem: LINK. Kto do niego przychodzi na co dzień… aktywiści z „Food Not Bombs”? Tacy aktywiści działają przez jakiś czas, co jakiś czas – ok., ale czy sensem ich życia jest pomoc? Prócz chwilowych, sezonowych akcji, zawsze pozostaje ten wyklęty Kościół i np. nieatrakcyjne siostry zakonne, a więc… „to stare” – „jakiś tam Jezus”… Ludzie, którzy działają dzięki modlitwie.

Problem polega na tym, że aktywiści interesują się często „tylko starym”, a więc tylko historią, czy tylko wiarą. Co z tego, że znają skutki reżimu sowietów, skoro nie przywiązują wagi do walki ze współczesną nowomową, równie głupią?

Co z tego, że wierzą, skoro nie wprowadzają słów swojego Mistrza (?) w czyn? Pismo nie raz otwarcie wzywa do świadectwa i działania, jest radykalne, a więc ciągle może mieć – i ma – przełożenie na ten świat. Dlaczego część katolików krytykuje Jezusa na oprawach kibiców? Bo Jezus raczej nie chce fanów… On chce naśladowców, a z tymi bywa u nas różnie… To budzi pewien niesmak i nie dziwmy się, lub… starajmy się naśladować.

Chcemy Boga, nie chcemy krwiożerczego (dosłownie) kapitalizmu i chcemy by nasz brat wstał na nogi, uwolnił się od używek. Chcemy by każdy miał dom, a jego dzieci wychowywały się w zdrowej rodzinie. Chcemy by pracodawca dał mu godnie na nią zarobić. „Stare” nie wyklucza „nowego”. Nie róbmy kroku w tył… Idźmy RAZEM ku lepszej przyszłości.

ŁG

[1]: Przy okazji tekst o problemach psychicznych wśród normalnych robotników: https://nowyobywatel.pl/2017/11/27/glowa-chora-na-nedze/. Zwróćcie uwagę na to zdanie: Ubóstwo i problemy psychiczne bardzo często idą w parze – napędzają się i wzmacniają wzajemnie.