1.12.17 WPW. Po drugiej stronie… Część 2. Zbyszek.

Pochyla się nade mną i przygląda mi się przez grube okulary, jakby obserwował wyjątkowo wielki okaz żółwia. Mój osiemnastoletni kuzyn, którego ostatnio widziałem, gdy miał trzy, może cztery latka. Potem Grower zniknął i wpadł w wir życia, o którym ów kuzyn słyszał jedynie z wujkowych opowieści. Patrząc na niego z perspektywy żółwia siedzącego na fotelu, mam wrażenie, że słuchał tych opowieści, jakby oglądał właśnie Extreme Channel, mimo że dla wielu moich czytelników są zaledwie lightowe. Wciska we mnie swe „jaruzelki” i przetwarza dane, dokładnie jak przez większość swego dotychczasowego życia, czyli na komputerze. Mi gra w bani podejście typu Kaśka Nosowska: Spróbuj się domyślić gdzie to mam? No gdzie? Dokładnie tam. Właśnie tam. Pan wygrał bon. A pani Fiat [1]. I tak sobie odwiedzam dalszą rodzinę po latach, siedzimy…, stoimy… i patrzymy. (…) Choć to nie ma sensu niczym życie bez książek (O.S.T.R) – czasem trzeba być konsekwentnym, rodziny tworzą narody. Nie tylko tam czuję jednak potrzebę czasem zajrzeć… Ba… są miejsca, gdzie bywam częściej, sam nie wiem do końca czemu, ale czuję się tam bardziej swojsko…

CZĘŚĆ 1

Ocenili Cię kiedyś, nie wierząc, że tak naprawdę jesteś wrażliwym człowiekiem? A kto kryje się za brudnymi łachmanami…? Po raz kolejny z nim rozmawiałem, tym razem dłużej…

Najpierw wydawało mi się, że jest lekko nawalony i szybko go zbyłem, sam zagadując po kilku dniach… Zasugerowałem, żeby po pierwsze nie mówił do mnie „ziomuś”, bo nie lubię tego słowa, tym bardziej w kontekście dostania ode mnie pieniędzy. Jestem Zbyszek, jestem Łukasz. I gra…

Po drugie, gdy dostrzegę, że jesteś podpity – w ogóle z Tobą nie gadam. Mówiłeś, że nie pijesz alkoholu! Zapierał się, że nie pije… Z jednej strony nie sądzę, z drugiej znowu jest późny wieczór – tym razem 20:00, a On jest stuprocentowo trzeźwy! Nawet jeśli czasem wypije…, jest chyba raczej specyficznym typem bezdomnego, który nie pije codziennie!

Powiedz mi Zbyszek… gdzie śpisz? Chodź, chodź Łukasz, ja cię zaprowadzę, tu jest taka, no, ten tego…, chodź, chodź. Zaprowadził mnie do czegoś typu kanciapa ciecia przy dużym budynku. Tu, zobacz Łukaszku, otwarte jest i tu ten co sprząta ma swoje rzeczy, a tu jest taka, o… Pokazał mi coś na zasadzie małej komórki, czy półpiętra bloku, w której znajdował się gruby materac, poduszka i kołdra. No – i tu mogę sobie spać. A co te piwa tu robią? – spytałem, ale od razu zaczął krzyczeć, że to tego ciecia Łukaszku, to tego ciecia! O dziwo nie śmierdziało tam zbytnio, było generalnie czysto i przejawów meliny, flaszek, zeschniętych rzygów i szczochów też nie uświadczyłem.

Powiedz mi Zbyszek jeszcze raz, jak to się stało, że tak żyjesz, bo nie zrozumiałem ostatnio… Umarła mama, o 12:00, potem tata zemdlał i też umarł – o 12:30… Przyszło jakieś młode małżeństwo i wykupiło mieszkanie. Poszedłem do burmistrza i mówię, przepraszam za wyrażenie, chuj mnie to obchodzi, ja zostałem bez dachu nad głową. Burmistrza jednak też chuj to obchodziło. Tu przychodzi mi na myśl świeża akcja Autonomicznych Nacjonalistów z Radomia (na miniaturce tekstu i na dużym zdjęciu ujęcia właśnie z niej, brawo chłopaki!): LINK!

W tym momencie zaczął w naszą stronę iść cieć, który ugościł tego bezdomnego. Przywitałem się. Zbyszek zaczął opowiadać i momentalnie płakać ze wzruszenia, że facet ściągnął go z przystanku, by miał chociaż gdzie spać. Cieć zapewnił mnie, że Zbyniu jest w porządku, nie kradnie, nie awanturuje się. Obiecałem, że gdy będzie trzeźwy – tak by zmotywować – na pewno też będę pomagał. Od razu poprosił o konkretną rzecz – o spodnie.

Pamiętacie, gdy robiłem zbiórkę na spodnie dla trenujących dzieciaków? Wszyscy mieliśmy wyglądać tak samo, więc jako trener też sobie zrobiłem duże. Było to kilka lat temu, ale Ludzie Tego Miasta zrobili tak konkretne spodnie, że do dziś są w stanie nienaruszonym. I tym sposobem nawet mój egzemplarz trafia ostatecznie do potrzebującego – tam gdzie powinien trafić…

1 grudnia…, pierwsze śniegi…, trwa konsumpcyjne szaleństwo… Pan wygrał bon. A pani Fiat… [1].

ŁG

PS: Imiona w tekście nie są zmienione. I tak nikt Ich o nie, nie pyta…

[1]: