18.12.17 Recenzja „Dziennika odsuwania gałęzi” na blogu Weduta.

Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały (Mt 7,6). Ta ewangeliczna nauka Jezusa będzie towarzyszyła mi przy recenzowaniu zina na 10-lecie istnienia „Drogi Legionisty”. Autor włożył tam zbyt dużo swojego życia, by po prostu to zrecenzować jak pierwszą lepszą książkę. Należy to uszanować i zachować najdalsze umiarkowanie w ocenach, bo możemy stać się jak psy czy świnie… Wizualnie, jak wszystko co wychodzi z rąk twórcy DL, zin jest kwintesencją tego co określa się mianem podziemia. Ani jednej zbędnej wolnej przestrzeni, wszystko przemyślane, od grafik, poprzez zdjęcia po treść, która oczywiście jest dominująca. Klasyczna forma i wartościowa treść, tylko tyle oczekujemy i aż tyle dostajemy w tym przypadku.

Zin składa się 80 stron i z prawie tylu samo rozdziałów, które są dość krótkie, dzięki temu przez tekst leci się bardzo przyjemnie. Historie są przeróżne, ale zakotwiczone w porcie o nazwie wiara w Boga.

Wpisy w „Dzienniku…” zaczynają się od 25.12.2016, a kończą 27.05.2017, przez 5 miesięcy Łukasz Grower opisuje różne wydarzenia ze swojego życia. Nie brakuje w nich przemyśleń i samokrytycyzmu, ale przede wszystkim czuć autentyczność. Przywoływane zdarzenia z przeszłości dobrze uzupełniają tę książkę. Wiara, kibicowanie, nacjonalizm wzajemnie się przenikają, autor bez żadnej wazeliny pisze, co pozwala mu przezwyciężać codzienne problemy i oczyszczać swoją drogę z gałęzi. Nie brakuje celnych ocen, szczególnie jeśli chodzi o kondycję (spadkową) polskiego nacjonalizmu. Wątek kibicowania wspominany jest z pewną nostalgią, ale i również w tym temacie nie ma „cukierkownia” i idealizowania.

Osobiście mnie najbardziej przekonują i skłaniają do refleksji przeżycia duchowe, sam tytuł zina i jego historia przyprawia mnie o dreszcze. Wpisy pojawiające się co kilka dni, oprócz poruszania ziemskich spraw, niemalże zawsze odnoszą się do rzeczywistości duchowej. Ujmując rzecz prościej, widać wewnętrzną walkę człowieka, dla którego wiara nie jest tylko sprawą na niedzielę, ale na każdy dzień, godzinę, minutę i sekundę. To budzi niesamowity respekt do piszącego, jednocześnie z lektury płynie konsekwencja i spokój, co dobrze przykrywa zmienne nastroje o których pisze Łukasz Grower.

Książki, ziny czy inne papierowe formy wydaje się jednak w jakimś celu. W Kościele istnieje setki pismaków i każdy z tych pismaków ma swoich odbiorców, których powinien sprowadzać ku Bogu. Tak to postrzegam w przypadku opisywanego zina. Do mnie, jako katolika średnio trafiają lukrowane gadki o miłosiernym Bogu, jako dwudziestoparolatek oczekują Kościoła bezkompromisowego takiego, który staje z podniesionym wzrokiem do walki i chce zmienić świat na wzór Boży, a nie poddać się zmianie. „Dziennik odsuwania gałęzi” trafia do mnie w 100% i skłoni na pewno moje pokolenie do niejednej refleksji.

Każdy ma swoją drogę i swoje gałęzi utrudniające mu spotkanie z Chrystusem, trzeba dużo samozaparcia i dobrego sprzętu (Mszy Św., spowiedzi, modlitwy) by oczyścić tę ścieżkę z kłód rzucanych przez złego, zin na 10 lat Drogi Legionisty na pewno pomoże wam nieco w tej pracy na całe życie.

Źródło: LINK