22.12.17 RECENZJE: „Manhunt Unabomber” (serial, Netflix, 2017).

W grudniu 2017 na Netflixa wreszcie wjechał serial – i to tuż przed „Czarnym lustrem” – o czymś. Bohaterem jest Ted Kaczyński, a więc słynny terrorysta z USA o polskich korzeniach. Samotny wilk sprzeciwiający się społeczeństwu przemysłowemu, przeciw któremu radykalnie protestował za pomocą bomb. „Manhunt Unabomber” Nicka Towne to 8 odcinków z fajnym (tym bardziej dla politycznych aktywistów) klimatem. Oparty na prawdziwych wydarzeniach, ale rzecz jasna z wątkiem dodanym przez twórców. Tym samym śledzimy losy typowego serialowego gliniarza, który jako jedyny podąża właściwym tropem seryjnego mordercy, kiedy cały oddział błądzi z klapkami na oczach. Wsłuchujemy się też w manifest terrorysty dotyczący „nowoczesności”, a to już ciekawe samo w sobie.

Kaczyński nie był hipokrytą – mieszkał samotnie w pozbawionym prądu domku w lesie, jedząc upolowaną zwierzynę, posiadając własny ogródek. Starał się żyć poza Systemem na tyle na ile jest to możliwe. Pamiętam, że podziwiałem kiedyś to w nim i pisałem już o nim obszernie na łamach „Drogi Legionisty”. Sugeruje się jednak – i w serialu też tego nie unikają – że, jak zwykle, nie jest to takie proste i za radykalnymi ideami stoją kłopoty z seksualnością Teda. Zawsze mam w takich chwilach dylemat – czy to prawda, czy może analitycy, zazwyczaj ułożeni ludzie, nie mogą pojąć jak można pójść tak daleko za swoimi przekonaniami? Jakby nie patrzeć, zespół policjantów i psychiatrów to tylko trybiki Systemu, z którym walczył Kaczyński… Jak więc mają to oceniać? Czy naprawdę „normalni ludzie” dążą do takiego świata, który obserwujemy za oknem i czy jest on najlepszym, na co nas stać? W każdym razie Netflix przy współpracy z Discovery zrobił serial, przy którym możesz postawić sobie podobne pytania, a to już coś…

Dla mnie „Manhunt Unabomber” był obowiązkowy i łyknąłem w dwie nocki pochłaniając, niestety, masę niezdrowego żarcia. Tak już mam w grudniu… Tak już mają trybiki Systemu…

Jestem trochę jak młody Beksiński. Godzinami mógłbym gadać o oryginalnych płytach, książkach (nie PDFach), filmach DVD i serialach… Co pozostało buntownikom jeśli nie manifest twórczością?

ŁG