29.12.17 To jest dopiero radykalizm – tylko pomyśl…

Święta i po świętach. Szatan boi się rodzinnej atmosfery świąt, ogólnie boi się zdrowej rodziny i tego, gdy jesteśmy razem (bo w kupie siła – wiadomo). Trzeba zapierać się samego siebie i walczyć z tym co podsuwa, bo zbyt wiele można stracić żyjąc bez Boga. Nie warto ulec pokusie, chociaż świat jest (przez nas) tak skonstruowany, że momentami będzie bardzo ciężko. Ewangelia jest piękna, a wszystko inne może tylko chwilowo udawać radość wynikającą z jej głębokiego poznania. Trzeba to jednak najpierw poczuć, otworzyć serce – inaczej będzie to dla Was tylko pieprzenie nawiedzonego człowieka. Ja po prostu wiem, że co by się nie działo – będę wracał do Boga, bo jako jedyny daje mi stan pokoju i ogarniania rzeczywistości. Niestety często postępujemy według zasady „coś dla Boga, coś dla siebie” (z tego „jedynego – przecież – życia!”). Tak zaczyna się spadek w dół. Znam to, niestety… każdy praktykujący katol zna. Święty Paweł w swoich Listach jest jednak bezkompromisowy i daje nam z płaskiego w twarz.

W Liście do Rzymian pisze: To wiedzmy, że już nigdy nie wolno nam służyć grzechowi, ponieważ nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało uległo zniszczeniu. Dalej czytamy: Albo jesteście poddani grzechowi prowadzącemu do śmierci, albo posłuszeństwu, które prowadzi do usprawiedliwienia.

W Liście do Galatów Pismo dodaje: A Ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali swoje ciało razem z namiętnościami i pożądliwościami. Skoro więc żyjemy mocą Ducha, postępujmy według Ducha. A jest jeszcze List do Kolosan: Jeśli umarliście z Chrystusem, odrzucając żywioły świata, dlaczego teraz, jak ci, którzy żyją na świecie, podporządkowujecie się im? (…) Zadajcie więc śmierć temu, co ziemskie w ciele: nierządowi, nieczystości, namiętności, złym pragnieniom i chciwości, która jest bałwochwalstwem.

Nie przepisałem tego z Internetu, tylko sam podkreśliłem czytając Nowy Testament – po to, by wracać do najważniejszych fragmentów, kiedy zbytnio się rozluźnię. Najważniejsze fragmenty są bardzo radykalne, jak sami widzicie. Zaparcie się samego siebie jest Ostatnim Prawdziwym Buntem, bo wszelki bunt prowadzi do sytuacji przeciwnej – do wywyższenia siebie, lub ogólnie człowieka jako istoty. Tylko sobie pomyśl, czytelniku-niepraktykujący aktywisto, że nagle musisz nie tylko walczyć z używkami, ale też z pychą, pożądliwością, zawiścią… Wiara jest szczytem radykalizmu. A może Ty nawet z niczym nie walczysz, bo po prostu nie lubisz pić…?

Nie oszukujmy się, że „święta i po świętach”, a „teraz to nie mam czasu na Boga”. Jesteśmy katolikami w sprzyjających warunkach (w Polsce), więc dużo się będzie od nas wymagać… Na pewno nie otwartej ignorancji wobec Słowa…

Jest też dobra wiadomość – stan, gdy zbudujesz ojcowską relację… z Ojcem jest stanem, w którym wszystko jest na swoim miejscu. Wiem, że często jest ciężko – wszak każdy ma swój krzyż i coś złego, do czego się przyzwyczaił. Poczytaj jednak historie katoli, którzy mieli przerypane – ostatnio popularna jest biografia o. Dolindo Ruotolo, mi takie świadectwo pomaga przetrwać okresy marudzenia, że „ja to mam najbardziej przerypane na świecie i Bóg powinien się w ogóle wstydzić, że jest skoro ja mam tak przerypane!”, heh.

Czytelniku… kto nie ma?

Spokojnego Sylwestra! Ja 100% abstynencji, 11 S(xE)ylwestra z rzędu. Dumny i zadowolony! Ale ten sXe radykalizm jest niczym w porównaniu do życia wiarą… Podejmij wyzwanie!

ŁG