29.12.17 „To, co wydaje ci się przeszkodą, tak naprawdę jest drogą”.

Śmianie się z przesadnisiów to jedno, ale sport to drugie. W święta nie ćwiczyłem, ale dziś i wczoraj już po staremu – dwa treningi, rano i wieczorem. Jak się chciało po tej przerwie! Trwała ona zaledwie pięć dni, ale każdy fanatyk sportów walki wie jak to sporo w naszych głowach. Siedzisz, lub leżysz i jesz (chyba, że masz pracę, w której sporo się ruszasz, lub udajesz się właśnie na aktywny wypoczynek…), czując jak się cofasz, jak forma spada (jeden ze skutków ubocznych sportowej choroby psychicznej). Jesteśmy w tym jednak, bo to kochamy, więc sami wracamy na salę, szczęśliwi, że znowu jest co przepoconego wrzucić do pralki. Forma spadła? Dopóki jesteś wszystko ma przyszłość. Zrobi się – tylko bądź.

Ledwo wyciągnąłem z domów kilku zawodników, by razem ze mną spalili trochę świątecznych kalorii. Ludzie po prostu mają lenia i przegrywają z nim – dlatego tak wiele jest przeciętności. Tym bardziej dziś – w świecie wielu możliwości i rozpraszających na ekranach telefonów bodźców…

Mam tyle filmów do obejrzenia, ze cztery seriale na Netflix, a on mi o jakiejś sali? Nie no… zacznę od nowego roku! A po nowym roku? Kurcze, tego i tego urodziny z masą chipsów i piwa, tego i tego rocznica z żarciem, winem i deserem… nie no, w styczniu jednak też nie narzucę sobie sportowej dyscypliny! I tak leci rok za rokiem, marnują się potencjały. Dorośli ludzie przegrywają z prozą życia i licznymi, małymi pokusami, które kumulują się w wielką rozpustę. Trzeba mieć jaja, by pokonać demony – świata i swoje.

A może trzeba do tego podchodzić na zasadzie – widocznie sport nie jest dla wszystkich? Może powinienem raczej być dumny, że sam potrafię się zmobilizować i olać zmienianie świata pod tym kątem, wytykanie mu słabości? Wszak każdy ma gdzieś mocne i słabe strony. Jestem coraz bliższy takiego rozumowania, bardzo odrzuca mnie też wszechobecna moda na bycie fit. Gdyby nie moja miłość do sportów walki, zostałbym „fat” – na przekór wszystkim memowcom w legginsach (poza tym bardzo lubię chipsy)!

Jaka jest dzisiejsza rola trenera? Między innymi walka z bodźcami rozpraszającymi – z tymi niepozornymi pokusami. Facebook, Netflix, nowe – modne miejsca. Trzeba poznać kto tak naprawdę chce, ale rozprasza go wszechobecne uzależnienie od elektroniki, a kto faktycznie jest leniem, który zawsze znajdzie wymówkę i sport nie jest dla niego (jest co najwyżej jedną z pociągających mód).

Gdy zabieram dzieciaki na turnieje – zabieram im telefony. Zaczynają interesować się sportem i rozmawiać. Gdy tylko mają ekrany przed sobą – wszystko spada na dalszy plan! Niebywałe!

Dzisiaj na Netflix (a propos seriali :-) wjechał czwarty sezon „Czarnego lustra” – to jest najbardziej widoczna czarna dupa XXI wieku – kolorowe lustro smartfona. Zabierając dzieciom elektronikę nie raz byłem wyszydzany przez ich rodziców – przecież to normalne, przynajmniej nie zawracają dupy! A potem masowo narzekają, że dzisiejsze dzieci to już nie te same dzieci, którymi my byliśmy… Rolą instruktora jest dziś m.in. dawanie po łapkach, by zawodnik nie zatracił się w nic niedającym mu pudełku z kabelkami…

Aby mieć szansę coś zmienić – trzeba dawać przykład. Wygrać z lenistwem i ekranem. Trwać w tym. Za jakiś czas bycie fit będzie passe i masy zwrócą się ku czemuś innemu, co będzie można wrzucić na fejsbuczka w najnowszej kolekcji.

A my nadal będziemy spotykać się na sali…? Kup kalendarz, zrób z niego dziennik treningowy, rozpisz sobie priorytety – przemyśl je dobrze, przewidź czekające Cię przeszkody. Ojciec Dolindo pisał w liście do innego księdza: To, co wydaje ci się przeszkodą, tak naprawdę jest drogą. Przeskoczysz tą dziurę, czy w nią wpadniesz?

Spokojnego Sylwestra! Jeśli to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi zachowujcie pokój – pisze św. Paweł.. Jeśli od Was… ;-).

Be straight!

ŁG