30.12.17 RECENZJE: „Black Mirror” (sezon 4, odcinek: „USS Callister”).

E tam, czwarty sezon (premiera 29 grudnia 2017) – zrecenzuję go sobie w skrócie, za jednym razem, pomyślałem odpalając Netflix. Nie da się! Charlie Brooker i Anabel Jones nadal potrafią zszokować i porządnie dać do myślenia! A dlaczego powinniśmy się tym zainteresować? Pisałem nie raz, dlatego tylko w skrócie – zmagamy się z zagrożeniami współczesności, lub przyszłości – nie (tylko) z komuną… Fantastyka dotycząca postępu technicznego to bardzo ważne narzędzie refleksji. No właśnie – czy możemy już tylko o tym myśleć? Przecież próba zatrzymania postępu technicznego skończyć się może w domku w lesie, jak u Teda Kaczyńskiego. Czy tego chcemy? Przecież sam korzystam z komputera, ze smartfona… Nie za bardzo wiem jakbym miał zacząć z tym walczyć, mimo że dopiero co wspomniałem swoim czytelnikom – kolejny raz – że moi podopieczni wpatrzeni są w ekrany i gdy mają przed sobą grę, NIC innego się nie liczy. Szanuję i promuję „Black Mirror” (o dziwo – podobnie robi szereg tzw. celebrytów!), bo mówienie o tym, zwrócenie uwagi, wydaje się sensownym pomysłem na tu i teraz. No i – przede wszystkim – dobre wychowanie przez pełną rodzinę (jeśli to możliwe).

Jak to w historii bywa – może być już jednak za późno… Jasne, będziemy żyli po swojemu, nie zniszczy nas kolejna katastrofa (część ludzi zawsze zadba, by jej katastrofa nie objęła), ale niepokój unosi się w powietrzu. Powstają filmy, na lokalnym podwórku Tworzywo nagrywa płytę „Drony” – w każdym kraju jacyś twórcy zwracają uwagę na elektroniczno-wirtualne zagrożenie… To, że nowe pokolenie głupieje jest truizmem.

Przejdźmy jednak do odcinka „USS Callister”. Zaczęło się dość abstrakcyjnie, jakbym oglądał amerykański serial fantastyczny sprzed kilkudziesięciu lat, ale znając wcześniejsze sezony było wiadomo, że Brooker i Jones szykują coś ekstra. I oto mamy – twórca nowej gry, która przenosi cię w inny świat, okazuje się zakompleksionym dupkiem, który potrafi odgryźć się jedynie w wirtualnej rzeczywistości. Krótko mówiąc – wynalazł sposób, by pobierając od Ciebie DNA, przenieść „twoją żywą kopię” do swojej prywatnej gry, a więc na statek kosmiczny, na którym jest kapitanem. Kto go zdenerwował w świecie realnym, podstępem jest zdegradowany do poziomu jego załoganta w świecie wirtualnym. W świecie realnym ta osoba dalej żyje swoim życiem, lecz w grze istnieje jej żyjąca własnym życiem kopia. Tam typowy „informatyk w okularkach” staje się wielkim panem kapitanem, który na swoim oprawcy z realnego świata (z firmy) trzyma nogi. Ilu „pryszczatych okularników” marzy o tym, by Cię udupić czytelniku-kibolu? Kiedy będą mieli taką możliwość? O tym jest ten odcinek. Poza tym jest dość… zabawny, a to rzadkie w tym serialu.

Mało tego, w świecie „USS Callistera” istnieje coś na zasadzie „kosza” z Twojego komputera, a więc przestrzeni wirtualnej, w której grasuje wielu piratów, „uwolnionych” z konkretnej gry za sprawą jakichś błędów z kodem. A więc żyjecie, ale w klimatach „Star Treka” – zaplątaliście się gdzieś w labiryntach postępu i co gorsza – czujecie tam wszystko, co czuliście w normalnym świecie!

Przekaz? Jak to bywa – dokąd zaprowadzi nas postęp techniczny? Czy wszystkie wynalazki należy rozwijać i dawać niezrównoważonym ludziom (którzy z zewnątrz są całkowicie normalni)? Oczywistym jest, że ktoś wykorzysta postęp do złych celów. Czytaliście książkę o „MCDonaldyzacji” to pamiętacie, że Adolf Hitler również „nowocześnie” (jak na tamte czasy) bawił się w boga. Efekt znamy. Ostrożność zalecana!

„Black Mirror” ostrzega, że – znając wredność, słabość, nienawiść itd. – człowieka, a ja bym dodał do tego przebiegłość diabła, powstaną nowe formy zniewolenia.

Oczywiście zrecenzuję w wolnym czasie resztę sezonu. To otwarcie było bardzo dobre, mimo że trailer nie przekonuje.

ŁG