7.01.18 RECENZJE: „Święty mimo woli” (film, USA/Włochy, 1962)+link!

Pomyśl jak bardzo rozbudza Twoją wyobraźnię, zazdrość, pożądliwość i ambicję przeglądanie facebooka od samego rana. „Ten to, ten tamto” – „muszę gonić”! „Rywal/konkurent nie śpi i coś robi, a ja tak sobie leżę w rodzinnym domu”! Czy to dobry partner do porannej kawy…? Po kontakcie z tym wszystkim nie jest się zbyt spokojnie nastawionym do samego siebie i do czekającego mnie dnia człowiekiem. Nie musi tak być, w naszym szybkim życiu trzeba odpocząć. Ciepły kaloryfer, czarno-białe dzieło kinematografii zapewnia klimat tradycyjnego niedzielnego, porannego leniuchowania bez wkurzania się na cały świat i równocześnie pożądania go. Spacer do kościoła, mimo, że „tyle roboty mógłbym w tym czasie zrobić”! Czy to nie Ostatni Prawdziwy Bunt? Recenzowany dziś film z 1962 roku oparty jest na życiu świętego Józefa (Giuseppe) z Kupertynu.

Nie znałem tego świętego – tym lepiej mi się oglądało. Oczywiście na potrzeby filmu historia jest nieco inna niż notki biograficzne (później się z nimi zapoznałem), ale najważniejsze fakty zostały przekazane. Giuseppe sam siebie nazywał bratem-osłem, bo nie nadawał się do najprostszych czynności – zbijał talerze podczas mycia itd. Mimo to Bóg miał dla niego plan, którego trudności w edukowaniu się nie mogły nadszarpnąć.

Dlaczego „mimo woli”? Giuseppe, jak na nieco głupiutkiego (w oczach świata) chłopaka, jest uważany przez mieszkańców rodzinnej wioski za nieudacznika życiowego. Twierdzą oni, że zostanie pijaczkiem – jak jego ojciec. Z trudem, później niż reszta rówieśników, zakończył szkołę. Charakterna matka nie daje jednak za wygraną i sposobem umieszcza syna w klasztorze. Zresztą „sposobem” to dobre określenie na życie dzisiejszego świętego, bowiem księdzem również został „sposobem” (dokładnie 4 marca 1628 roku). A, że posiadał także rzadki dar lewitowania – jest patronem… lotników oraz studentów (talentu do nauki niewiele, ale sporo dziwnego szczęścia).

Bardzo przyjemny film! Jest o Bogu, o ludzkiej pysze, jest też zabawnie – bo specyficzny to był święty. Dobrze zagrany, ze specyficznym klimatem Italii – kolebki wiary, jest idealnym seansem na dobre rozpoczęcie, lub zakończenie dnia, który ma być odpoczynkiem, a nie pędem.

ŁG