7.01.18 RECENZJE: „Congratulations… I.C.F WHU” (książka, 2002).

Dzisiaj ładnie pocisnęliśmy z recenzjami… przyroda, Bóg, a teraz coś co również nas otacza i składa się na ten świat – osiedlowa chuliganka. We are I… InterCity, we are C… cool and casual… We are F… firmy handed… we are I.C.F.! Tak, znowu o nich… Książka została napisana przez murzyna – Cassa Pennanta – w 2002 roku, a głośne polskie wydanie wyszło w 2009 i właśnie nim się (ponownie) zajmiemy, może ktoś nie czytał? Jest to historia okrytej złą sławą grupy InterCityFirm z West Hamu Londyn. Opisane są czasy, gdy Angole byli groźni, bo dużo się bili, praktycznie przez cały czas i to były „ich czasy”, ich klimaty – puby, zdobywanie sektorów, brak mody na sporty walki i sportowy tryb życia u największych rywali. Melanżowanie w mieście wroga i wożenie się tam do białego rana. Dziś, wiadomo – to Polacy, Rosjanie i inni wiodą chuligański prym na kontynencie, ale w latach 80tych tak nie było. Wtedy kibole WHU dziwili się, że w Newcastle spotkali jeszcze jakiegoś skinheada – u nich to już były starsze czasy (w Polsce dopiero się zaczynały)! Potem przyszły represje i dziś Cass siedzi sobie w jakimś studio typu „TVN 24” z podpisem „ex-hooligan” i opowiada jak to było. Dosłownie „Czarne lustro” angielskiej chuliganki.

Rozdział po rozdziale śledzimy najgłośniejsze dymy InterCityFirm. Cass oddaje głos innych liderom grupy (na czarno-białej miniaturce wyżej Swallow z brechą, jeden z trzech założycieli I.C.F), a więc nie jest to jego biografia (jego biografia tu: LINK DO RECENZJI), a „biografia” ekipy. No i super. Wszak West Ham to nie historia jednego murzyna, a historia wielu białych chuliganów!

Mecze u siebie, klimaty derbowe i takie, gdy przyjeżdżał ktoś spoza Londynu, wyjazdy angielskie i poza Anglię… Są też specyficzne rozdziały jak np. historia kapeli Cockney Rejects, bardzo fajnie grającej kapeli, o której pisałem tu: LINK. Na koniec mamy rozdział poświęcony przyśpiewkom meczowo-pubowym chuliganów WHU, co jest fajnym epilogiem. Teedle-Dee, oh Tweedle Dum, We are the West Ham and we never run!

Londyńczycy nie są pewnie zbyt obiektywni, ale… kto jest, tym bardziej, gdy rozpiera go stołeczna duma? Poza tym, czy takie zamieszanie, takie masowe awantury można widzieć od środka absolutnie w ten sam sposób? To zawsze będzie w pewnym sensie subiektywne odczucie jednego z setek, czy dziesiątek walczących. Trzeba mieć dystans do lektury – i tyle.

Czytałem ją wtedy – w 2009 roku – na dużych emocjach, że coś takiego pojawiło się w Polsce, dziś miło było mi zakończyć ponowną lekturę wspomnień ze starego Londynu i nie tylko. Obowiązkowa pozycja!

ŁG