Droga Legionisty

8.01.18 Regularne zapieranie się siebie.

Normalni na pierwszy rzut oka goście potrafią ocenić księdza, że „nie jest prawdziwym facetem”, bo np. nie patrzy się na wiszący przed nim akurat kalendarz z gołą babą (również dyskusja z mojego otoczenia). Sorry. Ja jestem powołany do małżeństwa, więc robię to i tamto… Ty też robisz. A koleś świadomie zrezygnował w imię wyższej sprawy. To godne szacunku, nawet z pozycji ateistycznych. A może fanatyczni onaniści/hejterzy nie wyobrażają sobie po prostu nie pogrążyć się w swojej pożądliwości? A propos bycia prawdziwym facetem – wyszedłbyś przed szereg w obozie jak Kolbe? Zaniósłbyś prześladowcom ciasteczka, czy tam herbatkę do tajniackiej fury, jak Popiełuszko, czy jednak schował się pod łóżko i wyparł się wszystkiego zanim ktokolwiek by zapukał? No właśnie… Jak pisał o męskości Waldemar Łysiak, facet to przede wszystkim ten, który podstawiony pod ścianą nie wypiera się swoich przekonań. Jak ktoś ze środowisk radykalnych może odrzucać radykalizm wiary? To przecież właśnie nam powinien on przychodzić z największą, może nie tyle łatwością, ile ze zrozumieniem.

Tymczasem ludzie niby chcą tej wiary, ale żeby ona była taka, hm, lekka/niewymagająca/niekłująca w oczy, żeby „Kościół nie mieszał się w…” (i tu cała litania) politykę, życie itd. „Modlić się można, ale w kościele” – słucham ciągle i nie rozumiem tych ludzi. Naprawdę uważacie, że głosilibyśmy Jezusa, Boga, który ma w nosie to, że giną dzieci, ludzie starsi? Który nie przebacza prostytutce i nakazuje jej więcej tego nie robić? Chcielibyście, by Bóg miał gdzieś, gdy rozpada się rodzina, będąca jednym z fundamentów tego świata? Niedawno obchodziliśmy Boże Narodzenie – jeśli Jezus przychodzi na świat w rodzinie, to coś znaczy, no nie…?

Nie szukajmy lekkiego, szukajmy głębi Ewangelii.

Moim domem jest ulica – powiedział mi znajomy ksiądz.

Gadałem z nim w okolicach Bożego Ciała. Pamiętam gdy podkreślał, że „nie jest fanem procesji” itd., chociaż pokornie w nich chodzi. Koleś ma prędzej jazdę typu ubieranie się w normalne/tanie ciuszki i pójście np. do grupy bezdomnych. Przebywa z nimi, zaczyna gadkę jako jeden z nich. Długo nie wiedzieli, że jest księdzem, aż pewnego dnia przyszedł ubrany na czarno. Zdziwili się, ale już łatwiej mu było ich nawracać.

Jako wychowanek ulicy, zresztą kibic Legii (nadal bywa na meczach, gdy ma wolne w parafii) potrafi wkręcić się w różne środowiska. Wielu jest kapłanów ze specyficznych środowisk – tym bardziej wśród księży młodych! Świat jest dziś bardziej zróżnicowany, a w efekcie takie są jego dzieci.

Wielu jest księży posłanych do ludzi, z misją w sercu. Wielu, bo na niewielu kilometrach kwadratowych poznałem ich wystarczającą liczbę, by tak stwierdzić. Właśnie – poznałem, zamiast oceniać przez pryzmat Rydzyka i afer pedofilskich… Niestety tam gdzie kasa i tam gdzie jest zaufanie społeczne, wielu nie wytrzymuje pokusy. Nie tylko księży. Czy gadacie na chórzystów, nauczycieli, trenerów, harcerskich drużynowych?

Zboczyłem z tematu. Zboczyłem dlatego, bo chcę bronić tych, którzy głoszą prawdziwy radykalizm w dzisiejszym świecie. Co z tego, że nie mają popularnych „w klimacie” bluz, skoro spotkałem tam największych radykałów na swojej ścieżce? Największych, bo regularnie zapierają się siebie…

ŁG