12.01.18 RECENZJE: Siwers – „Huśtawki” (płyta rap, 2017).

Poleciałem do empiku. Za 35 zł kupiłem kolorową kopertę z płytą Siwersa „Huśtawki” (2017). Cholera – nie cierpię tego typu okładek. Nie dość, że kolorystycznie nie mój gust (mój gust to klimat klipu do „Rokiego”, jak ze screenu obok, klip wrzucam niżej), to jeszcze ta surowość. Kurde, czasy mamy takie, że ludzie żydzą na oryginały, a tym, którzy nie żydzą artyści mogliby zapodać coś więcej. Wiem, że sama muzyka ma być tym „wszystkim”, ale chociażby – pozostając przy Siwersie – kolorowe fotki z lat 90tych dodane do albumu „Bez ceregieli” cieszyły oko i dumnie stoją na półce. „Huśtawki” brzmią super, ale na półce stoją jakby schowane. Tym bardziej, że typ rysunku użyty na kopercie też nie należy do moich ulubionych. Dużo marudzenia…? Zostawmy zatem brzydką okładkę i przejdźmy do ładnej muzyki spod skrzydła SWRS Records!

Muzyka: Siwers. Słowa: Siwers + trochę śpiewów Solki. Kawał dobrej, własnej roboty prosto od dinozaura z warszawskiej ulicy. Siwers swoje lata ma, więc można liczyć na to, że nie będzie do nas gadał głupot, jak wielu młodocianych raperów. W naszych czasach nie było młodocianych (w stosunku do nas samych) MC, bo to się dopiero zaczynało, a gdy dziś spojrzę na rap grę około dwudziestoletnich nowicjuszy to skręca w kiszkach z żalu (niestety). Z tego powodu stosunkowo dawno nie kupiłem nic z półki „rap”.

Aż do „Huśtawki”…

Warstwa muzyczna – super, szczególnie w singlowych numerach. Tylko te przyśpiewki Solki – nie siedzą mi. Lubię damskie wokale, obie płyty Sokoła z Marysią, ale pani z tego krążka nieco go psuje. Refreny Starosty powodowały ciary, a na „Huśtawce” to co najwyżej zapchajdziury.

Na 11 numerów jeden jest skitem bez słów. Dobry klimacik, brudny, jak zazwyczaj u Siwersa… na pewno będzie leciał u mnie w tle do pisania historyjek z osiedla na „DL” (kolekcjonuje takie melodie).

Do będącego refleksją nad ludzkością „Świata” pisałem już obszerne rozkminy (LINK), więc wiecie, że dla mnie jest to jeden z lepszych numerów na CD. Jednak to „Roki” wygrywa konkurs na nr 1 tego krążka. Klip dodał mu kolejnego plusa, ale bit + flow + refren już same w sobie pozamiatały. Po tym kawałku wiedziałem, że muszę ubrać kurtkę i iść do sklepu. Miejsce 3, jeśli chodzi o podium, dla „Nosferapu”, do którego również jest klip (wrzucam go niżej). Dobry muzycznie i nieco lżejszy od wyżej wymienionych. Pierwszym klipem z tego CD był „Krokodyl”, ale w mój humor ta ironia nie trafia, więc nie będę często do niego wracał…

Reszta delikatnie w tyle, z lepszymi momentami – jak „Srogi lajf” o przegranych życiorysach z polskich ulic, ale i z gorszymi – na przykład tytułowe „Huśtawki” zupełnie do mnie nie trafiają! Mam wrażenie, że słyszałem dziesiątki takich samych kawałków.

Płyta jest refleksją na temat ludzi, na temat rap-sceny, refleksją nad samym sobą. Znajdziemy tu tematy od bardzo lekkich do bardzo ciężkich, a wszystko podane w brudnawym stylu. Nie ma rewelacji, ale są rewelacyjne momenty – połowa „Huśtawek” wskakuje do mojego odtwarzacza na stałe.

Taki sobie robię hip hop. Dla tych, co jeszcze myślą… Creative PATOLOGY never sleeps.

ŁG