22.01.18 Kręciłem procą z kamieniem. Ciągle zbieram nowe.

Coraz bliżej do Wielkiego Postu (14 lutego) – okresu, w którym rozważamy mękę Pańską. Rozpoznaj krzyż, który musisz dźwigać. Masz go… Bogaty ma swój krzyż, biedny ma swój krzyż, oczywiście chory, ale i ten zdrowy… Mniejszy, lub większy, ale każdy ma swój i każdy jest wezwany do dźwigania go w ufności, jak sam Syn Boży, który dał przykład światu. Krzyżem może być coś, co musisz w sobie znosić, ktoś kogo musisz znosić, coś co musisz robić, bo coś innego od tego zależy itd. Jak dobrze jest to zrozumieć i zaakceptować, chociaż przyjdzie dzień, w którym przeklniesz ten krzyż, spytasz Boga: dlaczego ja? Będziesz się modlił, jak Mistrz, że jeśli to możliwe – niech od ciebie oddali ten kielich, będziesz się żalił Ojcu, że cierpisz. To cierpienie jest Ci jednak potrzebne i nie możesz tego skwitować prostym „e tam… gadanie – każdy potrafi tak lać wodę, bo sam nie jest chory”. Wiara uczy przyjmować wszystko z godnością. To z kolei daje poczucie wolności. Przez cierpienie do konsekwentnej wiary, od wyzwolenia do zbawienia… A po drodze – do zrozumienia miłości. To co dzieje się po drodze jest niespodzianką – niemożliwe, że za rogiem, w nieoczekiwanych miejscach, czekają tak cudowne prezenty. Otoczenie jednak pozostaje takie, że przyda się proca.

W pustym pokoju, akurat niewynajmowanym, moi goście układali swoje posłania. Napici małolaci, nachlane małolatki, ja – małolat. Jakaś rzygała przez okno, ktoś inny ją obmacywał. Na parkiecie prowizoryczne wyrka z kurtek, byle razem i byle zakończyć melanż. Od najmłodszych lat spaczony obraz tego jak powinny wyglądać relacje – między kolegami, między kochankami, między ludźmi. Przewijało się wtedy słowo „miłość”, ale nie znaliśmy jego prawdziwego znaczenia, a jedynie diabelską karykaturę. Prawie każdy miał jakieś komplikacje rodzinne, wielu nie miało ojców, lub miało ojców pijących itd. Wielu miało oszustów za wzór, albo wręcz za wychowawców, autorytety…

Kto raz pozna prawdziwą miłość, nie będzie już chciał tkwić w mroku. Jasne, że elementy tego mroku pozostaną pociągające (obrazy będą wracać), ale druga strona będzie miała (wreszcie!) coś do zaoferowania. Dostaniesz siłę do walki. Łaskę…

Potem na zasadzie „dwóch wilków” – wygra ten, którego karmisz. Jeśli obficie nakarmisz oblicze dobra i zamieszkasz w nim na jakiś czas, dostrzeżesz jaki mrok jest paskudny i będziesz chciał z mroku zawracać. Z mroku pychy, zdrady, brzydoty w relacjach… Kto tkwił w szambie, lub widział prawdziwy burdel – wie o czym mówię. Kłamstwo, brak hamulców, egoizm, manipulacja, wieczne nienasycenie, nerwy i presja. Wykorzystywanie ludzi, a przy tym niszczenie im psychiki i życiorysów, często w patriotycznych bluzach.

Jednym z pierwszych fragmentów Starego Testamentu jaki zwraca uwagę małego chłopca jest opowieść o walce Dawida z Goliatem. Trafia to do wyobraźni. Mogliśmy spać, lub przeszkadzać na lekcjach religii (my niestety już opalaliśmy lufki), ale gdy katechetka mówiła o chudzinie, która przywaliła kamlotem „dużemu koniowi” – przez chwilę się słuchało. Dziś, stojąc z moją wiarą – coraz mocniej pogłębioną – czuję się jak Dawid na polu walki. Skazywany na pożarcie.

Kim jest Goliat? Antywartościami niesionymi przez ten duży świat, a już na pewno jest nowoczesną wersją słowa miłość. Wytłumaczyć to osobom wychowanym w niesprzyjających warunkach patologicznego osiedla wymieszanego z facebookiem, to jak wyciągnąć procę przeciwko olbrzymowi w zbroi. Bycie katolikiem (mam na myśli ludzi żyjących Ewangelią) np. w szkole staje się perspektywą wręcz postapokaliptystyczną (wiem to też od matek wierzących dzieci, w sobotę gadałem z jedną przez dwie godziny). Ty i cyber-hieny.

Gdy pomyślę, że cofam się w czasie i mówię na głos w starych sytuacjach, w których się znalazłem, że są złe… Jesteśmy już dorośli. Myślisz w pewnych sytuacjach, w których się znajdujesz, że być może są złe? Czy takie sformułowanie dla Ciebie nie istnieje, dawno zatarłeś granice i wstydzisz się dopuścić podobną myśl do siebie? „Nie peniaj” – mówisz, „przecież wszyscy…”.

Czytelniku, jak bardzo chciałbym zaprowadzić Cię do konfesjonału. Jeśli dawno się nie spowiadałeś, idź! Wyloguj się i zrób rachunek sumienia.

Dziś dzień dziadka, w weekend odwiedziłem z żoną jej dziadka, który ma raka. Taki tam raczek, co to za rak? Widziałem go – jest mały – mówił staruszek, który żwawo lata po domu, robi kawy i ogląda skoki narciarskie. Swój krzyż przyjął tak, że nawet nie czuje, że go dźwiga. Perspektywa śmierci mniej ważna od dobrej drożdżówki. Spodziewałem się schorowanego człowieka, ujrzałem osiemdziesięciolatka z uśmiechem, żyjącego po swojemu.

Żona zauważyła, że w jego domu wszystko jest takie samo, nawet łyżeczka do cukru, jak dwadzieścia lat temu. Ten sam zapach, te same krzesła i kanapa. Ale telewizor-plazma wisi na ścianie i dziadek żywo zainteresowany kibicuje Kamilowi pomiędzy paleniem w piecu. Zwykły, siwy dziadek w swetrze. Fajny, nieskomplikowany.

Telefon stacjonarny wisi na ścianie, nie widziałem takiego całą wieczność. Po zwróceniu na to uwagi, dziadek narzekał, że przyszli „jacyś” do jego domu i podpisał umowę, „dzięki której” płaci 70 zł więcej i nic nie zyskał. „Przecież to powinno być nielegalne, że mogą mnie oszukać”. W myślach kręciłem procą z kamieniem, na jakiejś naiwnej manifestacji przeciwko… no właśnie, przeciwko komu? Przychodzą ludziom do domów – dziadkom mógł kiedyś przyjść obcy żołnierz, a teraz przychodzi uśmiechnięty pan z ofertą, którą pan z rakiem łyknie jak pelikan. W firmie się ucieszyli. W legalnej firmie („a pracę to Ty w ogóle masz? Jakąś legalną byś sobie poszukał, faszystowski chuliganie/nierobie!”).

Jak tu wierzyć w dobry świat? Dobrzy ludzie chcą w niego wierzyć i wierzą, bo w ich wyobraźni jest po prostu taki jak oni sami. Nieskomplikowany, pełen dobrych chęci. Dla nas jest już często zbyt późno na naiwność. Widzieliśmy. Często bywamy źli. Ale możemy wrócić na właściwą ścieżkę, wywinąć podejście do świata na drugą stronę i służyć temu kto jest tego godzien. Jezusowi.

Wielki Post będzie na to, kolejnym, dobrym momentem…

ŁG

PS: Jeśli jeszcze nie odwiedziliście babci i dziadków – zróbcie to.  

PPS: Na zdjęciu Non Grata, czyli „Łazarza Psy”…