30.01.18 Niekończąca się opowieść z oczernianiem nacjonalizmu.

Żyjemy w czasach, w których słowo mało znaczy. To, że ktoś komuś coś obiecał, do czegoś się zobowiązał jest niczym trwałym. Słów nie szanuje się również w innych kontekstach – mówiąc o „polskich obozach śmierci”, czy też… oceniając nacjonalizm. Zdaje się, że oceniający nie znają czegoś takiego jak różnorodność i niejednoznaczność tego pojęcia, jakby to nigdy nie występowało. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Stanisław Gądecki co rusz kompromituje się w naszych oczach, publikując bzdury dotyczące nacjonalizmu (więcej tu: LINK). No niestety – nic z tego, co pisze i nam zarzuca, nie jest mi jako nacjonaliście bliskie.

Gądecki, cytując ojca Józefa Bocheńskiego stwierdza, iż każdy nacjonalizm zawiera w sobie dwa twierdzenia: po pierwsze, że dany naród jest rodzajem absolutu, bóstwa stojącego ponad wszystkim, a więc także ponad jednostką, która winna wszystko dla niego poświęcić; po drugie, że dany naród jest czymś lepszym, godniejszym, bardziej wartościowym niż inne narody. Naród jest bóstwem? Jest raczej rodzajem pojmowania rzeczywistości i ludzi wokół siebie. Zauważmy, że nawet Dmowski (tekst o nim znajduje się w bieżącym „To My Kibice”) nie zauważa samych zalet, ale także wady Polaków. Nie ubóstwiamy zatem naszych rodaków, ale w swoim gronie chcemy pracować nad niedoskonałościami.

Co do tej jednostki poświęcającej się w imię narodu to, jeśli jest taka potrzeba – owszem, ale zależy o poświęcenie w imię czego chodzi. Może to być przecież związane z nacjonalizmem męczeństwo polegające na walce o społeczeństwo żyjące naukami Jezusa Chrystusa! I co wtedy…? Wartościowe świadectwo, czy raczej powinniśmy być wartościowymi w oczach ojców tchórzami? Św. Pawła można interpretować także po mojemu – tym bardziej, gdy łączymy katolicyzm (jak chciał Dmowski) z Polskością…

To, że uważamy Polaków za lepszych od innych jest kolejną bzdurą, dawno już skomentowaną przez tych… najradykalniejszych nacjonalistów XXI wieku. Rodak jest „lepszy” tylko pod tym względem, że jest „swój”, a więc bliższy sercu – to naturalne. Przebaczenie czyni wolnym – jak rymował Tau, my jesteśmy w stanie rozmawiać nawet z Ukraińcami, czy innymi członkami narodów, z którymi mieliśmy delikatnie mówiąc na pieńku. Prędzej jednak zainteresuję się problemami tuż za rogiem niż ich problemami.

Wiele mi się już jako katolikowi zarzucało, że stawiam naród na szczycie hierarchii wartości, ale także, że stawiam tam (jako kibic) drużynę piłkarską, czy hobby. Nic z tych spraw nie jest dla mnie ważniejsze od Stwórcy. Idąc tym tokiem myślenia (właściwie niemyślenia) moglibyśmy dojść do wniosku, że rodzina jest antykatolicka, wszak ubóstwia się dzieci i żonę, zajmują one pierwsze miejsce przed Bogiem w znacznie większej liczbie przypadków niż naród. Bóg kazał mieć rodzinę? Rozwijać talenty również kazał. I tak możemy się bawić w nieskończoność…

Gądecki zauważa, że niektóre definicje narodu pojmują go jako wspólnotę biologiczną, gdy tymczasem w nauczaniu katolickich myślicieli, począwszy od św. Augustyna, „naród traktowany jest jako wspólnota duchowa”. A rodzina nie jest wspólnotą biologiczną? Naród zaś jest zbiorem rodzin. W takim zbiorze naturalnie wytwarza się kolejna więź, także duchowa. Nie chodzi o to, że wszyscy się ze sobą zgadzamy, ale uważamy za swoich (w sensie za swojskich), o podobnym wyglądzie, doświadczeniach, historii, kulturze, warunkach itd. Nacjonalizm jest tak naprawdę bardzo podobny do patriotyzmu, można wręcz bawić się tymi pojęciami.

Na koniec nie mogło zabraknąć klasyku: Przewodniczący Episkopatu przeciwstawia więc nacjonalizmowi patriotyzm, który jego zdaniem „w przeciwieństwie do nacjonalizmu – jest postawą godną pielęgnowania, bo miłość do swojego kraju ma nie wykluczać się z troską o bliźniego niezależnie od jego pochodzenia. A czy my głosimy nietroszczenie się o bliźniego niezależnie od jego pochodzenia? Rozchodzi się o koncepcję tej pomocy, jej kształt oraz następstwa za tym idące (dla członków naszego narodu).

Po co ja to piszę… To jedna wielka niekończąca się opowieść o tym jak ktoś chce podeptać leżącego i wykazać się czymś niewymagającym zbyt wiele pracy umysłowej… Przykre. Na szczęście nie jest to dogmat wiary, więc duchowni mogą sobie „przestrzegać”. Inni przestrzegają przed czymś zupełnie przeciwnym…

ŁG

FOTOGRAFIA W RAMCE: Fotografia portretowa Romana Dmowskiego, architekta niepodległej Polski. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe/donumartis.pl.

INNE ZDJĘCIA: Akcje CasaPoundItalia dla ludzi „odmiennych biologicznie”. Np. przy pomocy kareńskich bojowników włoscy nacjonaliści przekroczyli nielegalnie granicę Birmy, co umożliwiło bezpieczne dostarczenia środków medycznych oraz innych przedmiotów niezbędnych do funkcjonowania sieci klinik dla ofiar polityki czystek etnicznych prowadzonych przez birmański reżim. Szczególnie istotne były materiały potrzebne do konstrukcji protez dla ofiar min, w dużej mierze kareńskich dzieci. Cholera… jakież to niekatolickie! Podobnie jak ich akcja w Kenii, razem z członkami francuskiej organizacji humanitarnej założonej przez sympatyków CPI z Francji, której celem było przekazanie darów rzeczowych (środków medycznych,  żywności, książek) dla tamtejszych sierocińców oraz zorientowanie się w możliwościach uruchomienia mikro-firm w ich otoczeniu, tak aby zapewnić lokalnym społecznościom źródła utrzymania. Włosi podsumowali to tak: Międzynarodowe koncerny i banki przez lata głodziły Afrykę. Ich polityka zdezintegrowała Europę oraz grozi Włochom, iż na wybrzeża trafią miliony imigrantów przerzucanych przez współczesnych handlarzy niewolników i kosmopolityczne kręgi. Jeśli nie chcemy, aby świat zmienił się w wielką wieżę Babel, konieczna jest współpraca między ludźmi mieszkającymi w krajach pochodzenia. Narody, wolne i niezależne, odpowiedzialne za własne państwa, muszą współdziałać przeciwko globalizmowi.

Amen.