Droga Legionisty

1.02.18 Z cyklu „Dobry Łotr”. Uzewnętrznianie cech wszelakich.

Często, tym bardziej podczas przerwy zimowej, kibice biorą udział w akcjach charytatywnych, a przeciwnicy zarzucają im odwracanie kota ogonem, przywołują stadionowe awantury, które mają pokazać „prawdziwą twarz”. Tymczasem twarz jest jedna i ta sama. Nawet gdy ktoś nie jest zazwyczaj grzeczny, dzięki takim akcjom być może tej dobroci szuka. Nie szuka (przynajmniej taką mam nadzieję) pochwał skurwiałej prasy – szuka dobroci, podsyca w sobie ten powodujący wzruszenie wojownika płomień. Chuligani to często ludzie o wielkich sercach, a ich problemy oraz, nie oszukujmy się – specyficzne hobby, wynikają nie tyle z czystego zła, ile z pewnych braków wychowawczych. CZĘSTO jest to także świadomy wybór ulicznego środowiska, bo to oficjalne wydaje się (i w istocie takim jest) nudne jak cholera. Ilu dzieciaków z dobrych domów chciało udowodnić, że też potrafi przywalić w mordę i trafiało do młyna? Wielu z nas stawało się zatem oprychami z przymusu, ale też z wyboru. Jakże to inne drogi!

Problem polega na tym, że jedni podsycają czymś płomień ogrzewający ich dobre chuligańskie serca, chociażby było to tuż po zlaniu kogoś na kwaśne jabłko, a drudzy całkowicie go wygaszają i wciąga ich mrok, który bliższy jest kurestwu niż rycerskości. Tacy niestety też są wśród nas i kładą cień na ogół, ale o tym już pisałem. Nikt o zdrowych zmysłach, chociażby lubił się bić, w głębi serca nie toleruje zwyrodnialców.

Bycie dobrym bandytą (dobrym łotrem) jest stare jak świat i faktycznie istnieje coś takiego – wystarczy rozejrzeć się po trybunach. Trudno ocenić jak widzi ich Najwyższy, ale z pewnością chuligani nie są osobami jedynie o odcieniach szarości, jest tu cała paleta barw.

Wyobrażałem sobie, że urodziłem się w piekle, a z każdą wygraną walką się stamtąd oddalam – Mike Tyson o czasach nielegalnych walk bokserskich z dzieciństwa. Różne namiętności targają młodymi mężczyznami, cipy tego nie pojmą. Ten sam bokser o czasach młodzieńczych walk: – Słyszałem, że świetnie ci poszło – rzucił trener. – Teddy powiedział mi, że ten gość był doświadczony i świetnie dysponowany. Słuchaj, zrób sobie dzień wolnego. Nie musisz dzisiaj iść do szkoły. Nie było mowy żebym nie poszedł do szkoły. Tamten gość nabił mi limo pod okiem i chciałem pochwalić się tym dowodem odwagi. Kolesie z ciężkich dzielnic, ale także tacy z dobrych, którzy poczuli wojowniczy gen, tak po prostu mają… Czy to dowód, że są wyłącznie źli?

Zawsze i wszędzie olewałbym prasę i nie robił nic pod publiczkę. Chwalił się zarówno awanturami z innymi kibicami jak i zbiórkami na dzieci z Domów Dziecka. To, że robią to często te same osoby jest jedynie pokazywaniem, że świat nie jest czarno-biały.

ŁG