13.02.18 RECENZJE: Molat – „Bielarus Na Varcie” (Białoruś, 2017).

Molat to obecnie najlepsza białoruska grupa RAC i ścisła czołówka na wschodnio-europejskiej scenie. Dla mnie tę pozycję wypracowali sobie nagrywając świetne albumy „As a Chase To New Era” i „Biel-A-Rok”, które mogą stawać w szranki z najlepszymi „wypustami” z Europy Zachodniej. Tym bardziej cieszy, że nie jest to tylko jakiś jednorazowy projekt, a „pełnoprawny” zespół, do tego cały czas aktywny i często wypuszczający nowe albumy. Jakiś czas temu światło dzienne ujrzało najnowsze dzieło Białorusinów – „Bielarus Na Varcie”. To już czwarty z kolei krążek Molata wydany przez polską wytwórnię (widać współpraca się dobrze układa), wcześniej różnie to bywało. Po przesłuchaniu youtubowego zwiastuna tego albumu spodziewałem się naprawdę dużo i kiedy nadarzyła się okazja wyskrobałem te parę złotych.

Płytę otwiera piękna folkowa melodia, która dosłownie rozwaliła mi system! Ale spokojnie, znalazło się też miejsce na cięższe brzmienia. Generalnie mamy tutaj RAC/Metal z, powiedziałbym, przewagą tego drugiego plus folkowe wstawki, których swoją drogą mogłoby być więcej, bo to głównie one tworzą klimat tego CD. We wkładce zamieszczono informację, że wszystkie liryki i linie melodyczne zaczerpnięto z patriotycznych białoruskich pieśni z połowy XX wieku.

Fajnie, że panowie z Molata pokusili się o koncept-album, tylko nie wiem, czy w tym przypadku wyszło to na dobre tej płycie. O ile fragmenty z ich autorską muzą brzmią wyśmienicie, to kiedy wchodzą motywy wspomnianych wyżej pieśni (zwykle jako linia wokalu)  mam wrażenie, że nie do końca to wszystko współgra.

Wiele osób może mieć problem z drugim kawałkiem („To Bielarusian Schutzmann”) i nic dziwnego, jednak nie jest tajemnicą, że we Wschodniej Europie inwazja III Rzeszy nie jest odbierana zero-jedynkowo jak chociażby w naszym Kraju. Narody bałtyckie i nasi wschodni sąsiedzi byli już wówczas pod sowieckim butem i zdążyli na tyle poznać smak komunistycznego raju, że dla nich to właśnie Niemcy byli nadzieją na poprawę losu. To jak to wyglądało w praktyce to inna sprawa i niejedną książkę już o tym napisano. Ważne, żeby pamiętać, że nam atak hitlerowskich Niemiec przyniósł wyłącznie cierpienie.

Krążek został wydany tradycyjnie w plastiku z książeczką ilustrowaną fragmentami białoruskich patriotycznych plakatów plus teksty po białorusku i angielsku. Z tyłu okładki, oprócz wydawcy, znalazło się logo „First To Fight”.

Płyta zawiera 10 utworów (prawie 45 minut muzyki).

Reasumując – Molat po raz kolejny potwierdził swoją pozycję na scenie. Bardzo dobry krążek, który oryginalnością bije na głowę większość szajsu z zachodu.

                                                                Antyanarcho