19.02.18 RECENZJE: Moshpit – „A.E.T.C.L.A.M.” (HC, Niemcy, 2017).

Nie ilość się liczy, a jakość. Do takiego, mało odkrywczego wniosku doszedłem przesłuchując najnowszą propozycję Moshpit – „An Eternal Torch Can Light A Million”. Raz na pięć lat – bo taka jest częstotliwość ukazywania się ich „pełniaków” – to zdecydowanie za mało dla fanów tej hardcore’owej załogi z Niemiec, jednak lepiej poczekać dłuższą chwilę na dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, świetny album, niż co roku rozczarowywać się krążkiem napakowanym gównianymi „zapchajdziurami”. Słucham tego CD, z przerwami, od kilku tygodni i po mieszanych uczuciach na początku, teraz doceniam ten krążek z każdym kolejnym „odpaleniem” coraz bardziej. Muzyka jest dość skomplikowana, nie wszystko „wchodzi” od razu, nie jest też przesadnie ciężka, jak na hardcore i dość melodyjna. Dużo w niej industrialu, sampli i ogólnie klawiszy, jeden kawałek („Interlude”) jest utrzymany w całości w takim klimacie, ale na szczęście nie przykrywa to gitarowego charakteru tej muzy i już nawet mi to pasuje.

Wokalista jest świetny, niewiele jest na nacjonalistycznej scenie osób, obdarzonych takim głosem i umiejących zrobić z niego użytek. Zwłaszcza w kawałku „Left behind” Koppany Pap pokazuje na co go stać. Klasa światowa!

Ogólnie album jest bardzo „równy”, mi osobiście brakuje hitu na miarę „Phoenix” z poprzedniego „pełniaka”, ale gdybym miał coś wyróżnić to byłyby to „Overcome”, „Road less traveled” i kończący ten CD „Still dreaming”, poświęcony Davidowi Hetenyi, tragicznie zmarłemu węgierskiemu ultrasowi.

Dojrzały, nowatorski, profesjonalny – taki jest „A.E.T.C.L.A.M.”!

Jeśli chodzi o szatę graficzną, to czytałem bardzo pochlebne opinie na zagranicznych stronach, które dotyczyły wydania tego albumu w limitowanym digipack’u i podobno jest to bardziej kartonowe pudełko z krążkiem (z bonusem w postaci akustycznej wersji „Phoenix” i klipu do „Eternal torch”), z masą zdjęć zespołu, z małym bannerem z motywem z okładki i Bóg wie z czym jeszcze. Takie małe cudo dla maniaków Moshpit. Jednak cena około 200 zł (nie twierdzę, że to nie jest warte tych pieniędzy) to dla mnie osobiście zbyt wiele. Ja „przytuliłem” standardową wersję w plastiku, z książeczką ze wszystkimi tekstami i zdjęciem zespołu. Szczerze to nie rozumiem zachwytu nad okładką, ok. – może nie jest najgorsza, ale dla mnie dużo lepiej by to wyglądało, gdyby nie „kolorowano” wody w tych fiordach na turkusowo, a zostawiono zdjęcie w oryginale. No, ale to rzecz gustu, a o tych podobno się nie dyskutuje.

CD trwa ok. 50 minut, w sumie znalazło się tu 12 kawałków, wszystkie zaśpiewane oczywiście w anglosaskim „narzeczu” he, he…

Dodam jeszcze tylko, że oprócz regularnej wersji i wypasionego digipack’a, „A.E.T.C.L.A.M.” wydano także (w trzech kolorystycznych wersjach) na winylu. Jak wydawać albumy po takiej przerwie to tylko tak!

Reasumując – nigdy nie byłem wielkim fanem tego zespołu, ale rozumiem dlaczego niektórzy zdążyli się już dosłownie zakochać w „An Eternal Torch Can Light A Million” (np. moja żona). Obiektywnie, jest to jeden z najlepszych albumów 2017 roku i nie wiem czy nie najlepszy jeśli idzie o NSHC.

Jeśli lubisz takie granie to śmiało sięgaj po ten krążek, a jeżeli jesteś fanem Moshpit – musisz to mieć!

                                                               Antyanarcho