21.03.18 RECENZJE: „Wolny strzelec” (dramat kryminalny, USA, 2014).

„Polityka to tarzanie się w błocie i każdy się musi ubrudzić” – to oczywiście cytat z Kazika, ale to chyba pierwsze co mi przyszło do głowy po obejrzeniu Nightcrawlera. Tyle, że tutaj zamiast polityki pasuje dziennikarstwo. Manipulowanie faktami, wyrywanie zdań z kontekstu, zatajanie prawdy czy rzucanie zwykłych oszczerstw – jako nacjonaliści niejednokrotnie mieliśmy do czynienia z podobnymi praktykami massmediów. Właśnie taki obraz przemysłu telewizyjnego ukazuje debiut reżyserski Dana Gilroy’a, choć tutaj to „tylko” wierzchołek góry lodowej. Główny bohater – Lou Bloom – dotychczas żyjący z kradzieży złomu, porzuca ten proceder, by rozpocząć karierę „dziennikarza” śledczego. Zostaje wolnym strzelcem, który filmuje wypadki i przestępstwa, a następnie swoje „produkcje” sprzedaje lokalnej stacji telewizyjnej.

Jego materiały cechują się wyjątkową drastycznością, a im bardziej krwawe tym lepiej. Dla dobrych ujęć nie waha się przed niczym, posuwa się nawet do przeciągnięcia zwłok w inne miejsce, żeby jeszcze zwiększyć dramatyzm całej sytuacji.

Coś Wam to przypomina (sprawa przeniesienia ciała dziecka imigrantów, które utonęło u wybrzeży Turcji, żeby zrobić „lepsze” zdjęcie)?

Trzeba przyznać, że Jake Gyllenhaal idealnie pasuje do tej roli, jest w tym aktorze coś odpychającego, prawie odrażającego, przynajmniej dla mnie. Wyprany z wszelkich uczuć, zimny, wyrachowany psychopata – wymarzony kandydat do zrobienia kariery, nawet po trupach. W świecie, gdzie wszystko sprowadzone jest do statystyk, sondaży i badań oglądalności, nie ma miejsca na wahanie, litość, moralność czy człowieczeństwo – wszystko jest towarem, zwłaszcza ludzkie tragedie. Niestety to jest tak prawdziwe, że rzygać się chce. Jakby się dłużej nad tym zastanowić, prędzej czy później dojdziemy do wniosku, że to nie do końca tylko ludzie są winni, zawsze będą ci dobrzy i ci źli. To system promuje skurwysyństwo i bezwzględność, inaczej w kapitalizmie po prostu wiele osiągnąć się nie da. Taki to, American Dream.

„Wolny strzelec” to na prawdę mocny film, momentami nawet szokujący, z mistrzowską kreacją głównego bohatera, dobrze ukazujący medialne bagno. Pozycja godna polecenia.

                                                                   Antyanarcho