21.03.18 Barierki.

Zamknięte niedzielą markety, przechadzający się po pustawych (wreszcie!), lecz pełnych różnych „Stonek” ulicach nieliczni amatorzy browaru, którzy po machnięciu ręką dodają standardową gadkę już nie na temat pogody, a lokalizacji najbliżej otwartego spożywczaka. „Sąsiad! Sklep X jest otwarty!”…, kurcze, dzięki za cynk… ja tylko z psem idę. W tym zabieganiu wszystkie ruchy sugerujące: obywatelu zwolnij, uważam za dobre. Jak dobrze obudzić się bez natręctwa, że może by tak niedzielą załatwić (nie)zbędne zakupy? „No bo kiedy?”. Jeszcze gorsze natręctwa mają fanatycy największych obozów politycznych. Jedni szukają w wolnym czasie minusów ustaw, drudzy plusów, chodzą do swoich korporacji, by „walczyć” w przerwach z koleżanką, która jest za PiSem. Lata lecą, przybywa zmarszczek, największym sukcesem „Beatki” może okazać się otrzymanie statusu antyPiSowskiej „wariatki” w pięcioosobowym biurze (+ trochę odłożonego hajsu na botoks). Jedni walczą o duże sprawy, inni o swoją pozycję w ciasnym pokoju, różne są szerokości widzenia.

Tak, uważam, że państwo powinno pomagać. Podoba mi się „+500”, podobają mi się niedziele bez handlu. Życie to jest próba, wbieganie, lub zbieganie po schodach, a więc to dobrze, że postawiono nam jakieś barierki do przytrzymania się, no nie? „Ludzie sobie poradzą sami” – dajcie mi kurde jeden przykład, że tak było w jakiejś większej społeczności i obyło się w niej bez patologii. Polityka, ustawy i prawo były, są i będą, bo być muszą. A więc ta cała „biurowa przepychanka”, niestety, też. Oglądam akurat serial „Bardzo dziki kraj” o komunie/sekcie, gdzie każdy miał być wolny, wyzwolony i bezproblemowy. Nie ma takiego życia ziemskiego.

Ludzie boją się niedziel bez sklepów… Pość w tygodniu, wtedy będziesz się z nich tylko śmiał. Wybieraj mniej, nie nakręcaj się. Pościliście kiedyś o chlebie i wodzie? Powiem Wam, że dla obżartusa, którym jestem, jest to prawdziwy hardcore. Nie palę, nie piję, a więc jedzenie jest moją jedyną przyjemnością związaną ze smakami i delektowaniem się „czymś” przy takich czynnościach jak np. siedzenie przy komputerze i pisanie dla Was. A tu nagle nie ma! Nawet kawy, czy herbaty. Jest tylko woda i suchy chleb, jedzony powoli, bez łakomstwa. Czym jest po takim piątku niedziela bez zakupów (po dniu o chlebie odkryjesz jak wiele masz w lodówce)?

Post jest (przy okazji!) receptą na konsumpcjonizm. Owoce odmawiania sobie są dużo większe – taką walką i pokutą wywalcza się powoli duchowy (i jak się okazuje gospodarczo-polityczny, heh) pokój, który oczywiście nie utrzymuje się zawsze, ale coraz częściej! Poszczenie w stanie łaski uświecającej to odsuwanie gałęzi, niezwykle umacniające i oczyszczające. Módlcie się. Nie chodzi przecież o próbę, o wyzwanie – takie coś można podejmować na drodze sportowej i politycznej, ale nie duchowej. Nie ma postu bez modlitwy, bez modlitwy staje się on tylko dietą. Modlitwa daje zaś dystans do doczesności, jakkolwiek moherowo by to nie brzmiało.

Po prostu katole dobrze te wolne niedziele znoszą… A też musimy żyć – jak Wy…

ŁG