Coming soon… (4). Fragment mojego opowiadania „Bańki mydlane”!

Straciłem kolejną osobę, która miała u mnie reklamę. Na facebooka wszystko się przeniosło… – argumentowała racjonalnie, a ja się nie przeniosę (chyba, że kiedyś w ogóle znikną strony internetowe i nie będzie opcji pisać poza portalami społecznościowymi). Dajcie spokój… Być kolejnym gościem, który wrzuca memy i „super konkursy” nowych firm „patriotycznych”. To nie dla mnie, dla mnie jest czerń i biel. I skrobanie sobie w swojej izdebce. Ostatnio wyskrobałem dość obszerne opowiadanie, ale przeczytacie je latem 2018 w „DL”23. Dziś fragment. „Bańki mydlane” to specyficzna historia polskiego kibica… West Hamu (a kto mi zabroni? Przynajmniej tego nie było…). Jest dużo klimatu futbolowego, ale główny wątek dotyczy czegoś innego. Fan WHU jako główna postać to dopełnienie reportaży z Londynu i osobnego z jego wschodu, które już zapowiadałem. Mam nadzieję, że uzupełni się to nawzajem w ciekawą, różnorodną i unikatową w klimatach lekturę.

Zawsze puszczam mydlane bańki

Piękne mydlane bańki w niebo

Lecą wysoko

Prawie pod niebo

Tak jak moje marzenia

Znikają i umierają

Fortuna zawsze się chowa

Szukałem jej wszędzie

Zawsze puszczam mydlane bańki

Piękne mydlane bańki w niebo

Hymn kibiców West Hamu, „I’m forever blowing bubbles”, opowiada o lecących w górę bańkach mydlanych. Lecą, lecą i rozbijają się, bo rozpaść się muszą, gdy już osiągną pewną wysokość. Podobnie jest z moimi marzeniami. I z fortuną, która zawsze się przede mną chowa. Już mam dojść do godnego hajsu, do życiowego sukcesu, kiedy nagle wykonuję kolejny radykalny ruch, lub ktoś wykonuje go za mnie.

Kibicuję West Hamowi od kiedy pamiętam. Ojciec katował ligę angielską, więc jako dzieciak oglądałem ją mimochodem, aż sam zakochałem się w dzisiejszej Premier League. Z początku jarałem się Manchesterem United, w latach dziewięćdziesiątych mieli naprawdę niezłą pakę, a Beckham w modnej fryzurze z przedziałkiem pośrodku, swoimi wrzutkami w pole karne inspirował dzieciaków na całym świecie. Wygrała jednak absurdalna miłość do Młotów, którzy ani razu nie zdobyli Mistrzostwa Anglii. West Ham urzekł mnie walką w meczach, które akurat wtedy mocno przeżywałem i tak już pozostało.

Tym samym zyskałem w szkole ksywę Hammer, czyli Młot – jedyny kibic WHU wśród dzieciaków biegających po piaszczystym boisku, na którym spędzaliśmy po pół dnia. Hymn o puszczaniu baniek odkryłem i zrozumiałem nieco później. Cały czas odkrywam go na nowo – chyba West Ham był mi przeznaczony.

13 grudnia 2017. Młoty zremisowały bezbramkowo w derbach Londynu z dużo wyżej notowanym Arsenalem, a w poprzedniej kolejce Premier League pokonały ciągle aktualnego mistrza Anglii – Chelsea! Dziewiętnasta drużyna w tabeli! Lubię West Ham, bo jestem trochę jak oni. Niby z dołów, ale walczę, trzeba liczyć się z tym, że się postawię, zaryzykuję. Wychodzę na życiowe boisko, by toczyć bój – nieważne kto jest po przeciwnej stronie. Nawet jeśli przegram, wracam silniejszy i zaczynam szukać od nowa swej fortuny. Poza tym, otacza mnie nieciekawa okolica, niczym londyński East End (…).

Łukasz Grower

fragment dziesięciostronnego opowiadania „Bańki mydlane”

(zin „Droga Legionisty” nr 23/lato 2018)