6.05.18 RECENZJE: „Sprawa Chrystusa” (film fabularny, USA, 2017).

Dziennikarz śledczy z Chicago, po tym jak jego piękna żona przeszła z ateizmu na chrześcijaństwo, daje się namówić swojemu dziennikarskiemu idolowi i postanawia w znany sobie z pracy sposób udowodnić brak istnienia Boga, obalić kwestię Zmartwychwstania. Zainteresowała mnie ta fabuła, chociaż jest to film twórców „Bóg nie umarł” oraz „Czy naprawdę wierzysz”, a więc wątpliwej jakości (a raczej wątpliwej głębi) produkcji amerykańskich. Liczyłem, że „Sprawa Chrystusa” (2017, jest u nas na DVD za ok. 30 zł) będzie mniej cukierkowa i faktycznie – chociaż nosi jakieś znamiona amerykańskiego gniotu (po zapoznaniu się z ambitniejszym kinem bez problemu się to wyłapuje… kurcze, jak bardzo jesteśmy już zamerykanizowani!), było trochę lepiej. Ot, przyjemny film bez psucia sobie oczu. Niestety (dla tego filmu) oglądałem później „Wyspę” z Rosji, a to z kolei ambitne kino wschodnie, przy którym „Sprawa Chrystusa” sprawia wrażenie bajeczki dla „MC Donaldowego chrześcijanina” (chyba zacznę jak Łysiak patentować swoje określenia, heh).

W środku okładki znalazłem luzem dodaną książeczkę na kiepskim papierze, co było trochę słabe za 35 zł, no ale niech będzie. Po włożeniu płyty zero reklam i nadmiaru dodatków – wersja z lektorem i z napisami.

No to „start”…

To film oparty na faktach, a konkretniej na historii Lee Strobla, laureata Nagrody Pulitzera i autora bestsellerowej książki, na podstawie której oparto scenariusz. Przed napisami końcowymi poznacie więcej szczegółów z dalszych losów głównego bohatera. W każdym razie, ten amerykański happy end, nie róbmy tajemnic, faktycznie miał miejsce!

Główny bohater biega po różnych autorytetach (teologach, lekarzach, psychologach i antropologach) szukając dowodów na nieistnienie Boga. Formuje mu się jednak wręcz odwrotny wniosek…

Scenariusz ma potencjał na głęboki film, ale takim nie jest. Dialogi są raczej płytkie, śledztwo nie wywołuje ciarek i chociaż nie czułem, że twórcy robią ze mnie idiotę, to nie czułem też, że obcuję z filmowym arcydziełem. Oceniłbym to jako film, po którym nieco żałuję (wstyd przyznać) tych 35 złotych… Kupiłem to chyba po to, by ponownie przekonać się, że na mojej półce jest miejsce raczej na europejskie oryginały filmów chrześcijańskich… No, chyba że Gibson faktycznie nakręci drugą część „Pasji”.

Protestanckie kino ewangelizacyjne, bo tym w istocie jest „Sprawa Chrystusa”, na dobre wybija się w świat, w tym do Polski. Mam mieszane uczucia. Bliżej mi sercem i gustem do Wschodu niż do Zachodu, a jeśli opieramy się na pochodzącym z Zachodu Lutrze i lukrze Stanów Zjednoczonych, efekt musi zrobić rysę na ideale (Jezusie). Z drugiej strony – filmy te w prosty sposób promują wiarę w jedynego Boga. Może do kogoś trafią… w USA ponoć robią furorę. Osobiście wolałbym, by rozpowszechniały się w Polsce takie produkcje jak wspomniana rosyjska „Wyspa”, ale czy to możliwe w zamerykanizowanym społeczeństwie?

Najlepiej oceńcie sami. Strona filmu: LINK.

ŁG