12.06.18 RECENZJE: „Wyspa” Łungina jako… metafora kibolstwa.

O fabule tego filmu już Wam pisałem na „DL”. Recenzja „Wyspy” i sam film: LINK. Ostatnio nabyłem oryginalne DVD z tym dziełem (tworzącego do dziś) Pawła Łungina i obejrzałem je jeszcze raz, w lepszej jakości i z większym skupieniem się na szczegółach. To mój najlepszy rosyjski film (nadal oczekuję na Wasze linki do najlepszych dzieł z tamtych stron!), wyprzedził nawet „Okolofutbola”, heh. Recenzenci czasem piszą, że to obraz trudny w odbiorze, tymczasem wg mnie takie cacka powinny być właśnie bardzo łatwe w odbiorze, bo nie dość, że są piękne to jeszcze pełne są pięknych zdjęć! Trudny w odbiorze to jest kolejny film „fantastyczny”, pozbawiony oryginalności, w którym chodzi tylko o rozrywkę i efekty specjalne. „Wyspa” dla nawróconego kibica może być czymś jeszcze…

Pokazuje nam jak kręte i nietypowe są ścieżki Boga. Pokazuje jak może posłużyć się człowiekiem, by sławił Jego imię w danym miejscu i czasie. Przy tym ostatecznie nigdy go nie zostawi.

Ojciec Anatolij wśród własnych braci uchodzi za niepodporządkowanego dziwaka (mówi Wam to coś bracia?). Pracuje i mieszka w brudnej kotłowni, śpi na węglu, śpiewa na cały głos, kłania się nie tam gdzie trzeba podczas mszy itd. A jednak to on już teraz uznawany jest za świętego i to do niego przypływają ludzie z całego kraju.

Mnich, targany wyrzutami sumienia za (opisany w mojej pierwszej recenzji) grzech z młodości, narzucił sobie surową pokutę, której wiernie się trzyma. Jego dusza długo nie zaznaje spokoju, ale… w tym szaleństwie jest metoda! Kogo to metoda? Boga, oczywiście…

Dlaczego temu trzepniętemu recenzentowi z „DL” film „Wyspa” kojarzy się z kibicami? Główny bohater – Anatolij, był bardzo złośliwym współbratem, drwił z powagi innych mnichów, płatał im psikusy (smarował klamki sadzą, czy też wykorzystywał Słowo Boże przeciwko ich zarzutom…), czy wreszcie… podłożył ogień pod jeden z klasztornych budynków, a nawet niemal doprowadził do uduszenia przeora klasztoru, gdy dymem z pieca wypędzał z niego… demona materializmu!

Skojarzyło mi się to z niepokornymi kibicami względem prawa i państwa, którzy zawsze coś odwalą, jest afera i oburzenie, ale gdyby nie przegięli (przynajmniej w niektórych momentach), wielu nie zauważyłoby złej sytuacji, w której np. znajduje się klub, wolność w kraju, czy też poziom mediów… To samo tyczyło „elementu chuligańskiego” za PRLu…

Piszę drugą część recenzji, by spytać Was… Czy świat byłby sobą bez wariatów?

Przy tym „Wyspa” traktuje wiarę z dużą powagą, a jest czymś więcej niż tylko stereotypowym „filmem religijnym”. Jest to dzieło o zazdrości, przywiązaniu do rzeczy materialnych, o tym że nawet monastery nie są wolne od pułapek diabła i wszędzie potrzebny jest wariat, by wbrew usypiającym czujność regułom zmusić do refleksji.

Pierwszą recenzją nie zachęciłem do seansu? Weź się nie wygłupiaj i zobacz ten film…

ŁG

PS: Jak już obejrzycie – czytajcie! Pozostając przy dziełach prawosławnych. To była prawdziwa uczta móc przez 352 strony czytać słowa prawosławnego świętego starca Paisjusza Hagioryty. „Przebudzenie duchowe” jest tomem, który jako pierwszy wpadł mi w ręce jeśli chodzi o przemyślenia tego mnicha. Nie chcę Wam pisać oczywistych rzeczy, więc skupię się na tym, co odróżniało tą książkę np. od nowych książek pisanych przez mnichów katolickich. O ile mnisi katoliccy, których ostatnio czytałem, lub kardynałowie, skupiają się na milczeniu i miłosierdziu (czego nie krytykuję, ale po prostu czegoś mi w tym brakowało…), o tyle Hagioryta – mimo, iż był radykalnym mnichem, nie unika tematów potrzeby interwencji w świecie. Jako ex żołnierz nie raz podkreśla, że milczenie – nawet mnicha – jest oznaką zgody na zło tego świata i trzeba mówić, trzeba protestować. Starzec krytykuje dzisiejszego człowieka, który pozbawiony jest kręgosłupa. Nietrudno połączyć to sobie z krytyką postępującej liberalnej demokracji, w której wszystko jest względne, a człowiek zabiegany za głupotami… Serial o starcu: LINK