Droga Legionisty

13.06.18 Otwieranie spotkania jako… puenta życia po swojemu.

Zawsze delikatny outsider, tym bardziej w szkole – kto by pomyślał, że to przede mną „poważni ludzie” będą robić te wszystkie sztuczne uśmiechy, gdy opowiadam totalne głupoty (bo i niezbyt mądry jestem…), „bo tak wypada” (najwidoczniej) przed „panem trenerem” robić… Oczywiście patrzę na swą funkcję jak zawsze z pewnym dystansem, czyli bez „ą”, „ę”, ale widzę, że niespodziewane dla mnie procesy, które zauważałem i hejtowałem z zewnątrz, odczuwam teraz wewnątrz swojego grajdołku! Ale jaja kochani, naprawdę! Mój bohater z książeczki „Nienawidzę świata, który mnie nakręca” mówił, że lubi wyśmiewać, trolować rzeczywistość patrząc jej w oczy, wiele tego jest we mnie. Na przykład zorganizować spotkanie na pięćdziesiąt osób dla rodziców i przepchnąć coś niepoprawnego, coś powszechnie nieakceptowanego przez główny nurt i to najlepiej w nieoczekiwanym momencie. Nie mogę się powstrzymać, bo to mały, prywatny triumf buntu.

Albo pełne powagi spotkanie rozpocząć jakby nigdy nic w kibolskiej koszulce – w koszulce środowiska, które kojarzą z czymś złym…, ot to taka moja żałosna dla niektórych mini-satyra z ich grzeczności, bo największa beka jest właśnie z politycznej poprawności i tego, co niby wypada. Jeśli ludzie akceptują takie coś jak aborcja to nic wobec nich nie wypada, a przynajmniej nie w imię ich społeczeństwa, jak już to w imię Pana Jezusa Chrystusa (wtedy dopiero można się przed czymś opanować…).

To naprawdę zabawne, gdy nauczyciel sugeruje ci w dzieciństwie przy wszystkich dzieciach, że „to ten (kujon) będzie kierownikiem, a ty jego robolem” (moja pani od języka niemieckiego), a tymczasem otwierasz właśnie oficjalne zebranie dla kilkudziesięciu swoich (kochanych, lecz zbyt normalnych…) ludzi. Nikt na sali nie wie, że rozpoczynam uśmiechem dlatego, że przypomina mi się nagle, „z dupy”, owy dziesięcioletni kujon i to jak marnotrawił swój czas w czasach szkoły podstawowej. My bawiliśmy i bawimy się nieźle, chociaż oczywiście nie było i nie jest łatwo. A jemu było i jest? Wątpię… Nie było ze względu na nas, a nie jest ze względu na System, w który głupek ślepo uwierzył…

Żyjcie po swojemu.

ŁG