20.06.18 RECENZJE: „Autoportret z kanalią” (J. Kaczmarski, 1994).

„Autoportret…” Jacka Kaczmarskiego ukazał się już w tzw. „wolnej Polsce”, w roku 1994 i wzbudził mieszane uczucia wśród zwolenników artysty zwanego bardem „Solidarności”. Czytelnik pożyczył mi stare wydanie. Stron – 284, czytało się je bardzo szybko! Byłem ciekaw jak pisze powieść osoba znana mi dotychczas jedynie z piosenek, z „Obławą” (której słuchałem nie raz przed wyruszeniem na nocną akcję w czasie największego aktywizmu) na czele. Pisał całkiem fajnie – wielu hejtowało jego wypociny, tymczasem czytało się lekko i przyjemnie. Pewnie wielu ludzi oczekiwało „wielkiej poezji i literatury”, tymczasem bard zakpił z ich oczekiwań, wydając powieść z dużą dawką humoru, dystansu, a zarazem prezentującą postać zepsutą i egoistyczną…

Kaczmarski obala wiele mitów, co jeszcze niedawno – gdy nie znałem jego podejścia do polityki – byłoby dla mnie zaskoczeniem. Obala m.in. mit barda „Solidarności” i całego tego opozycyjnego klimatu szlachetności i powagi. Jak dla każdego uczciwego (!) twórcy (że ja głupi o tym wcześniej nie pomyślałem) żaden ruch społeczny nie był dla niego czarno-biały. Wciąż zapominamy, że podziemie też nasiąka mitami i legendami, przy czym jak każde środowisko pełne jest najróżniejszych ludzi z piętnem grzechu pierworodnego, a więc najrozmaitszymi grzechami na sumieniu. Kaczmarski podśmiechuje się nieco z ludzi, w tym z członków opozycji. I chyba też z tych, którzy nie rozumieją niezależności twórców…

Autoportret tworzy główny bohater – Daniel Błowski, a „Kaczmar” jest tylko jednym z wielu postaci przewijających się w jego pełnej poczucia (czarnego) humoru opowieści. Błowski pisze pracę magisterską o wątkach biblijnych w malarstwie Rembrandta w momencie, gdy papieżem zostaje Karol Wojtyła, po czym staje się ulubieńcem opozycji. Zaczynamy jednak od wątku miłosnego, pomieszanego z ubeckimi metodami „odkochiwania”…

„Autoportret z kanalią” to dla mnie przede wszystkim dowód na to, że nawet takie postacie jak Jacek Kaczmarski, z tak wielkimi piosenkami uznanymi za patriotyczne, nie są czarno-białe. Człowiek uczy się przez całe życie…

ŁG

PS: I jeszcze film, na temat którego nie mam jednak większych przemyśleń do osobnej recenzji, zatem w skrócie. Tym razem dramat sportowy z Rosji – „Poddubny”. W 2014 roku trafił do kin (u nas dostępny z napisami) biograficzny film o legendarnym zapaśniku Iwanie Maksimowiczu Poddubnym. Co ciekawe z pochodzenia był on… Kozakiem zaporoskim, co klimatycznie przedstawione jest na samym początku i przewija się przez film. Życie na wsi nauczyło go bycia twardym, a walki nawet z kilkoma chłopcami-prześladowcami z dzieciństwa twardą ręką uczył go surowy ojciec. Poddubny karierę zaczynał… w cyrku, kiedy to jako tragarz portowy spróbował walki zapaśniczej. Ze wsi Bogoduchowka trafił później do Europy Zachodniej i USA, a przebieg jego kariery obserwujemy na ekranie. Jeszcze w cyrku zapaśnik zakochuje się w akrobatce o pseudonimie Mimi… Polecam!