21.06.18 W atmosferze mundialu. O żuczkach pchających kulkę gnoju…

Wielu z nas, kibiców nazwijmy to „kumatych”, dzielą drobne różnice w podejściu do całości klimatu. Jeden bije się w lasach, a debiutuje na trybunach dopiero po zaliczeniu kilku ustawek (znam osobiście), drugi również bije się w lasach, lecz prócz polskiego klubu jest fanatykiem Realu Madryt i kupuje oryginalne koszulki Królewskich (również poznałem osobiście). Jeden kocha futbol, ogląda każdy mecz mundialu, nie bił się w lesie ani razu, lecz rozumie „ekipę sportową” swojego kochanego klubu i nie wykręca jak pedał numeru 997, gdy widzi pierwszy lepszy „przejaw chuligaństwa” (znam całą masę takich spokojnych, lecz kumatych osób…). Jeden jeździ na wyjazdy i nie ma nawet e-maila (nie znam), a drugi jeździ i odznacza się na zdjęciu z vlepką na sektorze gości (na szczęście też nie znam)… Po prostu różni są kibole i ich gusta… nie sposób zaszufladkować wszystkich pod jeden zbiór zachowań i podejścia do wszystkich gałęzi zjawiska zwanego kulturą futbolową i okołofutbolową. Kto myśli, że wszystko powinno być krojone według jego prywatnego gustu (a „inny to pajac”) to sorry, ale ma pewne braki intelektualne, nawet gdy tam gdzie jest idolem ma masę kolegów śmiejących się z jego żartów na temat ludzi (co zresztą podtrzymuje nadwyrężone gdzieś kiedyś – co osoba to gdzie indziej – poczucie własnej wartości…). Do rzeczy jednak, bo miało być o żuczkach… dla tych, którzy jednak oglądają Mistrzostwa Świata…

Wiecie dlaczego żuczek pcha wielką, dużo większą od jego samego, kulkę gnoju…? Bo prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy, nie myśli o tym jak ona jest ciężka, a targanie jej przed sobą niewygodne.

Tak jak nasz tytułowy żuczek powinna (nie)myśleć większość sportowców, nie wliczając w to wynalazków-cyborgów (nieziemsko pracowitych i tak też odpornych psychicznie…) typu Cristiano Ronaldo (chociażby odrobiny szacunku do niego nie ma tylko ten, który nigdy nad sobą nie pracował w konkretnym sporcie…). Sportowcy nie powinni myśleć o ciężarze, by nie przygniotła ich kula gnoju w postaci presji ważnego meczu, a tym bardziej turnieju.

Maroko też przegrało – i to już dwa mecze, ale przegrać można…, jak oni zapierdzielali z tą Portugalią…, tymczasem porażkę naszych z klocami-murzynami każdy widział… Warto porównać porażkę Polaków i porażkę Maroka w ten sposób, że oni przegrali jak wojownicy, przynajmniej próbowali, a biało-czerwoni pogubili się jak zwyczajne cipki.

Łukasz Fabiański przeszedł do lubianego wszem i wobec West Hamu Londyn (bo symbol…, czegoś symbolem jest Lazio, czegoś jest WHU…) i szkoda, że to on nie broni na mundialu. Szczęsny tak chciał, że aż pobiegł z tego podniecenia przed siebie i… wszyscy przecież widzieliśmy jak ten mecz wyglądał. Na innej imprezie też bardzo chciał, ale kulka gnoju, która go przygniotła miała wtedy konsekwencje w postaci czerwonej kartki… Prócz Szczęsnego, Thiago Cionek też powinien usiąść na ławce (najlepiej pod blokiem – w Brazylii) i to nie tylko z powodu dziwnego imienia… Po prostu za dużo dmuchania balonów, a za mało koncentracji nad konkretnymi zadaniami na boisku i po prostu za mało zasuwania…

Czy gdyby zamiast myśleć o kulce gnoju nasze żuczki po prostu by ją pchały, nie rozklejały się po pierwszych niepowodzeniach, nie mogło by być lepiej?

Dziś jeszcze wszystko jest możliwe… Obie stracone bramki były na tyle nietypowe, że jakaś tam nadzieja na przyszłość mimo wszystko jest. Bardziej martwi brak lepszych sytuacji do zdobycia większej ilości bramek…

Tak to widzę z bloku… A co Wam przychodzi do głowy podczas słowiańskiego przykucu…?

ŁG

PS: Minęło kilka dni mundialu i już mam dość Januszy i tandetnych gadżetów z marketów…