9.07.18 RECENZJE: „Ignacy Loyola” (film fab., 2016, Hiszpania-Filipiny).

Paolo Dy stworzył pierwszy filipiński film, który wyświetlony był w Watykanie… I w moim domu też, heh. Biografia św. Ignacego Loyoli, założyciela popularnych dziś Jezuitów, autora słynnych „Ćwiczeń duchowych” była przeze mnie pożądana od ujrzenia pierwszego traileru, więc znajdując DVD w sklepie od razu nabyłem je za 35 zł. W zamian otrzymałem prawie dwugodzinny dramat z 2016 roku, a także książeczkę z biografią Ignacego w pigułce, wywiadem z reżyserem oraz opiniami o filmie. Na tle XVI wiecznej Hiszpanii Dy maluje nam przemianę brutalnego wojownika, kobieciarza skupionego na bogactwach w inspirującą, świętą osobę, którą znamy jako katolicy do dziś. Głównego bohatera poznajemy w czasie oblężenia Pampeluny przez Francuzów w 1521 roku, gdzie jako żądny sławy żołnierz (chociaż już niby wierzący…) został poważnie ranny. Przeplata się to z migawkami z dzieciństwa, pokazującymi wychowanie do „bycia kimś”, jak nakazuje szlachetne nazwisko Loyola… Przyszły święty nie był pierwszym, który poszedł na przekór ziemskiemu przeznaczeniu.

Loyola zostaje kaleką, a podczas gdy przylepiony jest do łóżka, sięga z nudów po „Żywoty świętych” i książkę o życiu Chrystusa. To jest przełomowy moment – wbrew rodzinie, podejmuje decyzję o zostaniu rycerzem Jezusa. Obserwujemy jego pełną wewnętrznych bitew przemianę. Zafascynowany św. Franciszkiem z Asyżu oddaje swe ubrania dla wyższych sfer bezdomnemu, staje się żebrakiem… Pracuje charytatywnie w szpitalu, gdzie udziela pomocy chorym i potrzebującym. W końcu, z kilkoma braćmi w podobnych ciemnych habitach głosi spontaniczne kazania, co stawia go przed słynną inkwizycją, podejrzewającą w nim szarlatana i iluminata.

Krok po kroku zmienia się jego grzeszne życie, Loyola zrozumie, że wszystkie trudne sytuacje były mu dane „po coś”. Święty ten był wykuty niczym miecz, do czego zresztą nawiązuje metafora z samego początku filmu. Hartował się w ciężkich zmaganiach z samym sobą, co pokazane jest dobitnie i bezpośrednio w dramacie Dy. Obraz jest przez to nieco mroczny, ale to dobrze – przynajmniej nie jest cukierkowy, jak wiele współczesnych filmów chrześcijańskich…

Zrobiony i zagrany jest nieźle, co czyni go w sumie jednym z najlepszych filmów o świętych od czasu dawnych włoskich produkcji. Sceny bitew są średnio udane, ale jak na tego typu produkcje – znośnie. Warto je przeczekać, bo czym dalej w fabułę – tym lepiej.

Strona filmu po polsku: LINK. Oryginalne DVD znajdziesz w sieci, lub w jakimś sklepiku związanym z Kościołem. Polecam co jakiś czas obcować z tego typu kinem! Zainspirować się walką dla Chrystusa – Ostatnim Prawdziwym Buntem…

ŁG