19.07.18 RECENZJE: Romantikus Erőszak-„Europe belongs to me’2017.

Romantikus Erőszak to od lat mój faworyt (może na równi z Titkolt Ellenállás – R.I.P. Cseresznye György) z kraju bratanków, a jednocześnie ścisła czołówka europejskiej sceny. Na tak wysoką pozycję, węgierscy weterani nacjonalistycznego rocka zapracowali sobie szeregiem świetnych albumów, kompilacji i singli (wydali już kilkadziesiąt!), do tego ze swoim 23-letnim stażem, są jednym z najdłużej nieprzerwanie działających zespołów jakie są mi znane. I nawet fakt, że w ostatnich latach wzięli się głównie za składaki i DVD, nie zniechęcił mnie do nabycia ich kolejnego krążka w stylu „The best of…”. Album „Europe belongs to me” ukazał się pod koniec zeszłego roku, ale dopiero jakiś czas temu stałem się jego szczęśliwym posiadaczem i od kilku tygodni kręci się w moim odtwarzaczu prawie non stop.

Krążek rozpoczyna tytułowy utwór, będący jednocześnie coverem Cock Sparrer. Kawałek jest zagrany bardziej żywiołowo z wplecionym folkowym motywem, a dodatkowo swojego głosu gościnnie użyczyli członkowie m.in. Kategorie C, Legittima Offesa i Code 291. Świetna robota! Następna pozycja to „Hunnia Fia”, która również nie znalazła się wcześniej na żadnym CD. Utwór perfekcyjny w każdym calu, od ścieżki dżwiękowej po wokal – dla mnie rewelacja! Dalej mamy niejako przekrój twórczości zespołu, są starsze i nowsze przeboje, niektóre częściowo zmienione, trochę inaczej zagrane, czy urozmaicone przez dodanie węgierskich dud. Osobiście cały czas jestem pod wrażeniem nowej wersji „Tovább viszem”, bo to solo na początku, niemalże wgniata w ziemię! Oprócz szybszych rockowych kawałków, znalazło się miejsce dla dwóch ballad („Angyal” i „Koronás címer a szíved felett”). Całość zamyka ponownie tytułowy utwór, tyle, że w wersji akustycznej.

Teksty oscylują wokół historii, patriotyzmu i kultu bohaterów, ale także poruszają problem policyjnej przemocy („Készenléti”), czy skłaniają do podjęcia walki o swoją przyszłość („Rossz napok”).

Jeżeli chodzi o oprawę graficzną to za sprawą motywu z okładki wielu może mieć mieszane uczucia, ale powtórzę to co przy recenzji białoruskiego Molata – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Wiadomo, że Węgrzy byli koalicjantami państw Osi, wiadomo też, że odmówili III Rzeszy pomocy w napaści na Polskę. Można by o tym napisać osobny artykuł, ale to nie kącik historyczny. Mi to jakoś specjalnie nie przeszkadza, choć uważam, że posługiwanie się takimi symbolami to dzisiaj wtórność i mija się z celem, a jednocześnie nie wyobrażam sobie, by dla jakiejś polskiej organizacji albo zespołu herbem, czy znakiem rozpoznawczym został reichsadler (pomijając osobników dotkniętych aberracją umysłową).

Krążek wydano w ręcznie numerowanym digipacku z książeczką, w której znajdziemy oprócz dwóch zdjęć, tekst tytułowego utworu, a do pozostałych dołączono krótkie adnotacje w języku angielskim, opisujące poruszaną tematykę. Po angielsku jest także spis piosenek na odwrocie CD (z oryginalnym nazewnictwem mniejszymi literami), co chyba jest ukłonem w stronę zagranicznych słuchaczy.

Album zawiera 18 kawałków, co daje prawie 66 minut materiału. Romantikus Erőszak prezentuje poziom, któremu nad Wisłą dorównuje chyba tylko Obłęd i dobitnie pokazuje, że mamy jeszcze sporo do nadrobienia do najsilniejszych scen w Europie. Nie pozostaje więc nic innego jak delektować się tą rewelacyjną płytą, a jeśli ktoś lubi takie granie, a jeszcze nie ma tego krążka, niech jak najszybciej naprawi ten błąd, bo nakład „Europe belongs to me” jest limitowany do 500 sztuk.

Polecam!

                                                                     Antyanarcho

PS: Płytkę kupicie tutaj: SKLEP