3.08.18 Rozkmina z nadmorskich kurortów…

„O co ci chodzi?” – będą pytali, gdy będziesz chodził wnerwiony, albo będziesz „walczył” w niemodnych, abstrakcyjnych dla nich sprawach. Świat niby lubi specyfików, dziwaków…, każdy teraz chce nim zostać, wrzucając zdjęcia, na których jakiś laluś jest niby zamyślony, dodając do tego wybrany przypadkowo cytat mędrca…, mniejsza czy katolika, czy satanisty, odbywa się to pewnie drogą losową, heh. Ludzie dostali facebooka i nagle każdy chce być kimś, nie zwykłym Januszem tylko Januszem z mądrym cytatem „pod profilowym”. Swoje trendy mają też dzisiejsze dzieciaki, a ich idole mogą zawstydzić nielicznych na rynku naszych czasów Nagły Atak Spawacza, czy Liroya. No więc jeśli będziesz tym specyfikiem, który nie rozumie współczesnej patologii, możesz nie mieścić się w normach trend-owatości. – Dawaj, gruba, dawaj! – krzyczało z balkonu, a było już około północy, jakichś dwudziestu młodych chłopaków-piłkarzy. Patrzę co się dzieje, wychylam się zza winkla i oczom nie wierzę – jakaś otyła małolatka tańcuje niczym cyganka na środku ulicy, aż obóz dzieciaków poruszył się na pierwszym piętrze, przerywając dyskotekę, na której leciały przesadnie ordynarne kawałki jak na tę grupę wiekową…

– Gruba dupa! Grupa dupa! – roznosiło się w meczowym stylu po typowym polskim nabrzeżu kolonijnym, a między grubą i balkonowym chórem spacerowali udający, że nic się nie dzieje turyści z dziećmi za rączkę… Kurde, aż mi się wczesna młodość przypomniała… jedziesz grupą, a wiejskie dziewczęta wychodzą ze swych szałasów obserwować, co to za miejski narybek dopłynął do ich portu tego ciepłego lata…

Mimo wszystko zaskoczyło mnie negatywnie to, że trenerzy dzieciaków nie reagowali, a „gruba” z koleżankami tańcowała na asfalcie (i Bóg wie gdzie jeszcze…) bezkarnie niemal do białego rana, powodując że jeszcze raz doceniłem wynalazcę zatyczek do uszu…  Beztroskie czasy młodości mają swoje prawa, myślę jednak, że sport powinien wychowywać. Nie wyobrażam sobie, chociaż za rogiem pewnie śmiałbym się z pomysłów dzieciaków, by robili to na moich oczach. Przecież każdy z nich jest dla ludzi anonimowy, ale nazwę mojego klubu/drużyny noszą na koszulkach! Oni nie przyjechali szkolić się na medalistów, tylko wygrać życie!

Sam nie byłem święty, a na dziecięcych obozach trening interesował mnie tyle co zdanie dorosłych, bo odkrywałem właśnie, że tyłek dziewczęcy jest milusieńki w dotyku. Kombinowaliśmy więc jak się do tych dziewczyn dostać i olać resztę, ale był trener-autorytet i on stał na straży tego byśmy nie przesadzili, bowiem małolaci nie mają hamulców jeśli nie zainstalują ich im autorytety…

– Gruba dupa! Grupa dupa! – niby było śmieszne (jako dla kibica), a jednak smutne (jako dla trenera)… Sami pomyślcie. O rodzicach „grubej” na przykład…

ŁG