9.08.18 Legia Warszawa 1-2 F91 Dudelange (3 runda el. Ligi Europy).

Jestem Polakiem, Dżambodżet-Ursynów, a dałem radę dłużej niż 90 minut! – przypomniał mi się stary kawałek „Dortmund”, chociaż tutaj nasi przegrali nie ze Szwabami (był to numer ZU o MŚ), a z przybyszami z kraju, który byłby dopiero… piątym co do wielkości miastem w Polsce. Ale od początku… Nie wszyscy kumali to, co pisałem kiedyś w tekstach o ultra, że mecze z Górnikami Łęczna mają swój, niepowtarzalny klimat (jeśli chodzi o mecze domowe)! Postawiłem za symbol mecz „słynnego inaczej” Pucharu Ekstraklasy (chyba z 2007 roku), na którym było 2.500 ludzi i… doping jakiego nie było wtedy od dawna (tak na marginesie, piłkarze Legii wtedy również skompromitowali się…). Bo co za ludzie idą na taki mecz…? Co za ludzie idą na mecz z mistrzem Luksemburga…? Tacy, którzy wiedzą, po co tam idą, co w czwartek podkreślił również gniazdowy Legii! Zdecydowałem się napisać dawno niewidzianą tu relację z meczu Wojskowych, chyba po to, by uwierzyć w to, co zaserwowali nam piłkarze z Łazienkowskiej, ale i podkreślić, że na takie mecze warto chodzić! Zanim doszło do największej kompromitacji piłkarskiej jaką pamiętam (kibicuję Legii od marca 1999) Żyleta wydała z siebie fanatyczny ryk!

Spotkanie z F91 Dudelange, mimo że ostatnie swoje mecze Legii oglądałem z trybun piknikowych (oryginalna koszulka, program, te klimaty, he he), postanowiłem spędzić na starej dobrej Żylecie, bo można było wyczuć, że w czwartek o 21:00 do młyna za te trzy dychy nie przyjdą ludzie, którzy mają zamiar oglądać kunszt piłkarski w wykonaniu ex sprzedawcy samochodów z Luksemburga. I tak było…, pierwsza minuta…, bębny…, kilka osób pozbyło się koszulek…, w powietrzu powiewają duże flagi na kijach, a w niebo idzie mega głośne i rytmiczne Waaarszaaawska Legiooo, zawsze o zwycięstwo walcz! To było to!

Nie będę Was zanudzał opisem dopingu, bo jestem przeciwnikiem takich relacji, ale naprawdę w pierwszej połowie było dobrze! Na stadionie zameldowało się niecałe 10 tysięcy widzów i całe 0 gości.

Druga połowa to głównie załamanie rąk nad postawą solidnie zarabiających piłkarzy w koszulkach CWKS… – Jakby co to wyobraźcie sobie, że to Real Madryt, czy inna Barcelona – od początku trwała szydera z gości, a skończyło się na szyderze z własnych piłkarzy, którzy przeszli samych siebie…

– Ze Spartakiem również słabo zaprezentowaliśmy się w pierwszym meczu – powiedział po klęsce „filozof”, Michał Pazdan. No tak…, a mam przypomnieć, że ze Spartakiem odpadliście, bo rewanż nie wystarczył…? – Drużyna nie wygląda zbyt dobrze pod kątem biegowym – dodał Vuković i ma rację, bo jak to możliwe, że koleś, który ma prócz piłki nożnej jeszcze inną robotę (i nie jest to bieganie) prześciga zawodnika Mistrza Polski w pojedynku biegowym? Albo Astiz, który musi dostać czerwoną kartkę, bo Luksemburczyk go wykiwał i wychodził sam na sam…

Wobec tego w kierunku piłkarzy, prócz standardowego wyrazu niezadowolenia, leciały teksty o tym, że lepsi są od nich juniorzy, że sami są amatorami, pytano też, czy zarabiają zbyt mało, że tak kiepsko grają… Grajcie na remis, hej Legio grajcie na remis, znane z koszykówki Difens! Difens! były okrzykami przez łzy, bo to co się odwalało na naszych oczach przechodziło pojęcie…

Dla kibiców nie ma żadnej dyskusji, czy jest stały trener, czy nie ma, czy jest początek, czy koniec sezonu… To przecież tak jakby zawodowy bokser dał się pobić chłopaczkowi z amatorskiego gymu, albo „street fighterowi z osiedla”… Po prostu nie przystoi, powinna istnieć różnica klas, jeśli mówimy o tak dużych pieniądzach. Bez ambicji – to najbardziej pasujące podsumowanie gry Legii…

Ludzie ze stadionu wychodzili raczej w grobowej ciszy, a piłkarze nawet nie zostali zawołani do przyjścia pod sektor, zresztą sami udali się do szatni, by wymyślać nową filozofię dla mediów… Może powiedzą, że obrońca F91 Clayton Moreira nie przepuszczał ich ataków, bo jest ochroniarzem w szkole, co uczyniło obronę gości nie do przejścia…?

ŁG