13.08.18 „Nie bądź taka Matka Teresa!” w n(A)szym ko(N)tekście.

Stali czytelnicy, jak mniemam, już dawno przeczytali „Drogę Legionisty” nr 23 (lato 2018), więc pozwolę sobie udostępnić jeden z felietonów stamtąd na e-zinie. Trochę go stuninguję, żebyście się nie nudzili, heh. Czytałem niedawno książkę. Jako nacjonalistę skupionego na „socjalu” bardzo interesują mnie „święci od pomagania innym” (bardzo efektowni, co ciekawe – za sprawą pozamaterialnych pobudek, a przecież Bóg obiecuje cierpiącym lepsze życie po śmierci…). Byli niesamowici! Matka Teresa jest symbolem. Nie bądź taka Matka Teresa z Kalkuty! – upominało się innych za dzieciaka na trzepaku, gdy ktoś był zbyt dobry. Ale dziś moja perspektywa widzenia się zmienia, czas subkulturowania minął, a ta niska katoliczka działająca w Indiach jest niedoścignionym wzorem miłosierdzia i skupienia się na doraźnej pomocy najbardziej cierpiącym.

Sięgnąłem po książkę opracowaną przez Briana Kolodiejchuka MC, w której historia Matki oparta jest na rozdziałach przedstawiających uczynki miłosierdzia względem ciała (1. Głodnych nakarmić, 2. Spragnionych napoić, 3. Nagich przyodziać, 4. Podróżnych w dom przyjąć, 5. Więźniów pocieszać, 6. Chorych nawiedzać, 7. Umarłych pogrzebać) oraz duszy (1. Grzeszących upominać, 2. Nieumiejących pouczać, 3. Wątpiącym dobrze radzić, 4. Strapionych pocieszać, 5. Krzywdy cierpliwie znosić, 6. Urazy chętnie darować, 7. Modlić się za żywych i umarłych). W taki sposób brniemy przez 330 stron niesamowitych świadectw i Jej cytatów! Lektura była prawdziwą lekcją aktywizmu i całkowitego poświęcenia!

Ten aktywizm był głosem: NA ŚWIECIE DZIEJE SIĘ ŹLE! Głosem, który usłyszał w efekcie każdy, chociaż Teresa nie rzuciła ani jednego kamienia. Jej dusza znana była nawet polskim, trudnym dzieciom na trzepaku.

Chyba (wszak była tylko człowiekiem…) nikt z nas nie byłby w stanie znieść tyle co Teresa. Czyszczenie ciał z robaków, ludzkie zombie umierający na jej rękach, a do tego fala pokornie znoszonej… krytyki. Powołanie całego zastępu sióstr od miłosierdzia, które Matka nauczała służby w imię Jezusa Chrystusa. Myślę, że w żadne inne imię nie da się w taki sposób przeżyć jedynego życia na ziemi (chętnie poczytam jeśli się mylę – maila znacie)!

Jeśli chodzi o nas nacjonalistów – mamy zazwyczaj inne rozumienie pomocy, tak przynajmniej sądzę. Teresa nie raz mówiła, że jej polityka nie interesuje, bo programy to jest coś „na jutro”, a jej właśnie ludzie umierają – teraz – na rękach. Można gadać pod nosem, ale w kontekście umierającego na rękach człowieka… Znając serca braci aktywistów, zaryzykuję, że też byśmy pomogli… wbrew temu, że chcą nam przybić znieczulicę.

W każdym razie potrzeba światu ludzi od pomocy doraźnej, ale droga Matko potrzeba też manifestów odnośnie POWODÓW powstawania takiej biedy. Nacjonaliści jako jedni z nielicznych (a anarchiści w pierwszym rzędzie…) zwracają uwagę na fakt, że Zachód macza palce przy światowej nędzy i mógłby on zrobić więcej (lub stosować mniej wyzysku) dla poprawy sytuacji. A zatem pamiętajmy, by nie zamykać się – zarówno w samych programach naprawy jak i w samej pomocy doraźnej.

Jednak każdy kto chce poprawy sytuacji ludzi – powinien mieć dla tych ludzi serce, nie tylko nienawiść do Systemu… Mamy?

Święto Pracy, czy przede wszystkim głośna sprawa Alfiego, o której zawisł transparent na meczu Legii u siebie. Jak pisał wtedy Wojciech Cejrowski, musimy działać poprzez małe gesty, poprzez proste inicjatywy, niekoniecznie zrzeszeni w jedną oficjalną organizację, którą łatwo ośmieszyć, czy też obalić, aresztując jej przywódców. Cejrowski apelował by działać niczym Żołnierze Niezłomni, mi się pomyślało… działać niczym Autonomiczni Nacjonaliści. Po swojemu, bez hierarchii.

Powinien to jednak ktoś usłyszeć. Wszak działa się, by być skutecznym. Pomoc doraźna jest plastrem, a programy mają być planem lepszej przyszłości. Owszem – czuję zniechęcenie… Wy też czujecie, bo kiedyś było nas więcej…

Faceta, którego córce prowadzę zajęcia, wyprzedza na trasie jakiś stary dziad i pokazuje nam brzydkie miny.

– I tak do mnie przyjdziesz, odpowiada kierowca obok którego siedzę, a po którymś razie pytam go w końcu dlaczego do cholery tak mu odpowiada na napinkę… – Bo jestem grabarzem.

Aha. Ludzie mają sytuacyjne poczucie humoru, które tylko oni sami na daną chwilę rozumieją… Niestety, nasz aktywizm także rozumiemy chyba tylko my sami, bo szarych ludzi wśród nas brak… Znowu! Poszli gdzieś indziej, ktoś inny ma ich serca i czas. To teraz ważniejsze pytanie: czy chociaż tym ludziom pomagamy, ale tak konkretnie?

1 maja były pustki, od strony „DL” też jedynie fotoreporter. Już kilka lat temu rozmawiałem ze znajomym, z którym zaliczyliśmy wiele manifestacji w Polsce (i nie tylko), że czas demonstracji póki co minął – przynajmniej takich, które coś zmieniają. 1 maja 2018 tylko to potwierdził. Warto? Zawsze warto! Ale trzeba też myśleć szerzej.

Z jakiegoś powodu ekipki kilka lat temu mobilizowały się, a dziś już się nie mobilizują. Nadal wiemy, że trzeba działać, ale czy w taki sposób…? Nie oszukujmy się – brak widocznych efektów zniechęca.

W każdym razie próbują coś zrobić nowi AN, wspierani przez stare organizacje i jednostki, a ja nie mam prawa odmówić im chęci, bo czy nam ktoś zabraniał kilka lat wstecz…? Tyle pisaliśmy o musie działania, tyle działaliśmy! Wspieram ich, ale niekoniecznie czuję to tak samo jak w okolicach 2011 roku… Co poradzić?

Jeszcze inna sprawa. Autonomiczny Nacjonalizm miał być antidotum na subkultury – zerknijcie tylko na pierwsze materiały o AN na portalu autonom.pl, czy w moich starych projektach. O tym właśnie pisaliśmy. Chodziło o to by się otworzyć – wyjść poza popularny wtedy ruch skinheads, tymczasem 1 maja 2018 znowu szły same osoby – wprawdzie bliskie mi klimatem – ale jednak z jednego, ulicznego środowiska. To nie Wasza wina bracia i siostry, nie o to chodzi – chodzi o to, że nam się nie udało, że znowu trzeba wyrazić szacunek dla tych, którzy… zaczynają od nowa. Jak kilku już prorokowało – ruch skinheads zmienił się na ruch hatecore.

„Szturm” zamieścił ciekawy artykuł o tym, że jednym z grzechów polskiego nacjonalizmu jest uważanie siebie za lepszych od innych i gardzenie nimi. 1 maja 2018 to nic innego jak efekt takiego podejścia. „A skoro brak ci dobrego nastawienia w naszym kierunku – idź sobie sam!”, zdaje się krzyczeć wielu nieobecnych. Czy to nie powinna być lekcja pokory, że trzeba zmienić swoje zachowanie, styl bycia, podejście do rzeczywistości…?

Mimo wszystko wierzę, że działania nikogo nie są bezcelowe. Też mam przecież wąskie grono odbiorców, niewiele zmieniam, ale mimo wszystko czuję, że to jest moje miejsce w tym całym ruchu – bardziej doraźne niż polityczne. Z dzieciakami na sali, z bezdomnym na herbacie (fragment „Baniek Mydlanych” – czytaliście? – jest akurat z życia wzięty). Wy też czujecie? To róbcie to…

Tyle, że zawsze możemy wszystko robić lepiej. Jak? Ważne, by nie skończyć zadawać sobie tego pytania…

Matko Tereso – módl się za nami.

ŁG (tekst ukazał się w zinie „Droga Legionisty” nr 23/lato 2018)