15.08.18 Żałosna wendeta Pawełka.

Pewnie każda ulica ma swojego Pawełka. Otyły, niemyjący się, a co za tym idzie śmierdzący. Będący wszędzie, na piłce, na kartach i pierwszych szlugach, ale także nieco gnębiony i poniżany. Śmierdząca maskotka. Nasz Pawełek wyzywany był od grubasów, śmierdzieli, czasem kopnięty w dupę, znany z tego, że stawiał wszystkim szlugi, chyba podkradał coś starszym, bo kieszonkowego raczej nie miał. Pojawiał się i znikał. Czasem miesiąc na dworze i rozpusta, a potem miesiąc wakacji kary w domu i Pawełka nie było (szlug też). Pawełek był naszym rówieśnikiem i to z jednej ulicy, więc my mieliśmy swoje granice, ale starsi w szkole nie. Kiedyś sikał w szkolnym kiblu to go rzucili śmietnikiem, który wleciał z góry – luką między sufitem, a drzwiami, kiedy indziej na przerwie wrzucili mu zdechniętego ptaka pod koszulkę, a zimą petardę do kaptura. Takie tam klimaty. Skończyła się szkoła podstawowa. Nagle Pawełek powiedział „stop” (a dokładniej, bo wypowiedział to na głos: mam, kurwa, dosyć) i stwierdził, że będzie zły. Przyznam, czasem byłem w szoku.

Miał dość poniżania i wyraził swój bunt w następujący sposób: chlał, przeklinał, a jak był nachlany to szukał słabszych od siebie ofiar, by podbić swoją opinię o samym sobie. Oczywiście w obliczu silniejszego, który nie dał mu się wziąć na huki, był tym samym Pawełkiem, ze zdechłym gołębiem pod podrobioną koszulką pit bulla i nieświeżym oddechem z ust.

Z niektórymi podobnymi sobie wrogami miał (i ma) Pawełek tak – „kto akurat miał dzień i był pierwszy”. Jeśli Pawełek pierwszy się nachlał, leciał pod dom wroga grozić pięściami, a tamten nie podchodził nawet do okna. Jednak gdy sytuacja była odwrotna, to Pawełek kneblował się, na nieszczęście trzeźwy i kazał mamie mówić, że go nie ma. Zabawa w kotka i myszkę trwa od szkoły średniej do – bo tyle będzie dziś miał – trzydziestego czwartego roku życia.

Niedawno spytałem znajomego, co u Pawełka.

Po staremu, gdzie nie pójdzie to narobi syfu i wpierdol po czasie dostaje.

Jego wendeta trwa już kilkanaście lat, jeszcze nie wytłumaczył sobie, jeszcze nie doszedł do niego zgubny mechanizm jaki nim kieruje. Nigdy nie mów nigdy, ale Pawełek prawdopodobnie przepadł i pogrążył się w kompleksach pomieszanych z nienawiścią i używkami. Czy powie jeszcze kiedyś, jeszcze raz: mam, kurwa, dosyć? Czy podpali swój wewnętrzny koktajl Mołotowa przeciwko samemu sobie, czy jako, że wszyscy zawsze byli przeciwko niemu, jest to niemożliwe, potrafi tylko atakować na zewnątrz…?

Chciałoby się dodać morał: pomyślmy nim kogoś zniszczymy, ale ten proces dzieje się już w podstawówce. Wtedy nie myślimy, co tu dużo gadać… Nowe Pawełki właśnie knują zemstę w zakamarkach szkół podstawowych.

– I czaisz, że ta parówa jebana nie przyszła? – drze się na cały głos przez telefon, idąc z dzieciakiem w wózku od strony domu swoich rodziców, w spuszczonych z dupy – jak w szkole średniej – wymemłanych drechach…

ŁG