27.08.18 Żółte światło. Lipa powinna mobilizować…

Najwięcej pisałem o Legii i ultra w „epoce wielkiej lipy” (ITI), a ostatnio ponownie się rozpisałem… Doszło to do mnie przed chwilą, że gdy wojna się skończyła, przyszły lepsze czasy dla mojego klubu – z Ligą Mistrzów na czele – o tematach wokoło sportowych pisałem najmniej… „Wszystko fajnie, w drugim domu jak zwykle trochę hałasu, ale generalnie wszystko jest na swoim miejscu, po co jeszcze jeden entuzjasta w mojej osobie?”. Cztery tytuły w pięć lat, dobra atmosfera. Obserwowałem sobie gdzieś z boku z bananem na ustach. Obecnie pióro świerzbi, a to dlatego, że robi się bałagan, który oglądałem na meczach z mistrzem Luksemburga i ówczesnym outsiderem tabeli z Płocka z miną przypominającą raczej buldoga angielskiego. Była pomarszczona, a kąciki ust opadały do podłoża, jak gdyby przymocowano do nich ciężarki. To co robią piłkarze jest trudne do wytłumaczenia.

Świadek koronny jako interes…, jeśli załatwisz sobie żółte papiery możesz poszaleć czasem z siekierką na osiedlu i nie będzie lipy… Jak wierzyć w takie prawo? No właśnie… A jak wierzyć w grupę ludzi (piłkarzy, działaczy), u których „jakoś to będzie”…? Czasem wygramy z beniaminkiem (wow) 2:1, czasem dostaniemy 4 bramki u siebie, czasem przejdzie nas w Europie ochroniarz szkolny z kolegami (Football 1991 Dudelange)… Obecnie każdy może nas pojechać jak chce. Każdy. Przed Chojniczanką historyczna szansa…

Mało tego, jako że jesteśmy wszyscy przyzwyczajeni do czołówki, po kiepskiej grze bardzo uchodzi z Żylety powietrze i jak tak się rozejrzeć dookoła, wielu przestaje śpiewać, są nawet „fanatycy”, którzy siedzą sobie na telefonie (mocno upomniany małolat, do tego burzący się, z mojego otoczenia na Legia-Wisła, pewnie też obserwujecie podobne przypadki…). Ile procent śpiewa do końca? Niestety, nie mam wyników badań, ale…

O żółtym świetle, na którym przecież trzeba być czujnym – uważać, mówi z gniazda bardziej kompetentna ode mnie osoba, ale warto to powtórzyć gdzie się da – skoro jesteśmy na takich meczach, jesteśmy fanatykami! Skoro jesteśmy fanatykami, zdzierajmy gardła do ostatniej sekundy, jeśli już prowadzimy doping dla tej grupy nieudaczników w koszulkach Legii.

Nie może tego zabić wynik sportowy, dajcie spokój, przecież – nie oszukujmy się – ładne mecze zdarzają się rzadko nawet wtedy, kiedy jesteśmy liderem. Też lubię ładną piłkę, ale od tego mam telewizor w wolnych chwilach i inne mecze… Na Ł3 to jest inna bajka, tu o coś innego chodzi niż o ładny mecz. Pamiętamy?

To oczywiście nie oznacza, że nie mamy wymagać – wręcz przeciwnie! W takim produkcie jak polska liga, po prostu nie wypada Legii nie królować. Piłkarz Legii musi czuć w sobie ten ogień… Zawodnik sportów walki też ma rozterki, też musi się mobilizować, wiadomo – tylko człowiek. Przed walką/przed meczem, musi sobie jednak krzyknąć – Nie! Nie idę „po prostu zawalczyć, może się uda”. „Idę wygrać”! „Tak sobie tylko zawalczę, zobaczymy jak będzie” może być tłumaczeniem się samemu przed sobą, jednym z efektów stresu, strachu przed porażką, efektem nieutrzymania presji. Idziesz, jedziesz na zawody wygrać, przynajmniej wtedy kiedy masz już pewne doświadczenie (albo zarabiasz 100 tysięcy), kiedy jesteś na szczycie!

Japończycy mówią Nana korobi ya oki – jeśli ucząc się upadniesz siedem razy, to podniesiesz się osiem, ale trzeba wstać z wiarą i jajem, nie jak przestraszona dziewczynka, za którą to inni mają wykonać robotę… Lipa powinna mobilizować. Wszystkich.

dumny z Legii, zawsze

ŁG