1.09.18 Spotkania małe i spotkania duże.

Ideałem nowoczesnego dziennikarza, także sportowego, jest siąść nóżka na nóżkę w hipsterskich okularach i koszuli, pozwólcie jednak na kilka słów ze starodawnej bazy w szarym bloku, zza naznaczonych czasem soczewek jednorazowych. Chata nieposprzątana, żony nie ma, są kupony i sportowa prasa. Wcześniej jednak były zakupy. A ten Krzysiu to… Mijam dyskutujące pomiędzy sklepami kobiety. One po pasztetową, ja byłem po „Przegląd Sportowy” i kupony na mecze. Ten „PS” to wiem, że ma swoje za uszami, jak każde oficjalne media, ale jakiś taki sentyment mam. Kojarzy mi się z czasami, gdy wywieziono mnie gdzieś na zadupie na wakacje za dzieciaka, nie było Internetu, więc „Przegląd…” w miejscowym kiosku był jednym łącznikiem z tym, co się dzieje w sporcie. Chciałem być na meczu, a nie na wakacjach w krzakach (wiem, wiem, wstyd narzekać…). Każdy gdzieś lokuje swoje namiętności – w plotkowaniu o „synu brata – Krzysiu”, czy też w tym jak zagra Legia, Hutnik, West Ham, Real, czy AEK… Jako kibic uważam się za szczęściarza, bo spotykam ziomka to spytam jak mecze, treningi, jak nowe płyty, manifestacja antypedalska, czy rap-nagrywki. Jest o czym gadać, a „Krzysiu to leniwy jest, dlatego robota mu uciekła…” nie ma nawet przy naszej pasji co stawiać. Owszem, „współczuję” to dobre słowo.

Wszyscy przesadzają…

Pani Bożenka robi rozpierduchę i podsuwa świnie, bo jej Krzysiek „źle się żeni”, a kibic np. przeprowadza rozmowę wychowawczą, na którą ta sama pani Bożenka się oburza. Każdy ponad każdym.

Napoli znamy, graliśmy z nimi. Wiadomo, że to specyficzne miasto, ale potrafią tam dbać o klub. Trochę historii. W 2002 oklep (żelaznymi prętami, nie z liścia…) od „zamaskowanych sprawców” dostał obrońca tego klubu – Francesco Baldini. Z kolei w 2004 roku pomocnika Renato Olive otoczyło pięciu dżentelmenów z nożami w ręku z informacją, że jeśli nie wygrają najbliższego meczu z Messiną to dżentelmeni wrócą.

Fajnie, bo wprost, a nie rąbaniem dupy pod „Żabką”… chociaż z pewnością boleśnie. Bolesne jest też np. pożyczanie kasy na wyjazdy i inne sprawy… (sorry M., kiedyś oddam Ci za LE z chyba 2011 roku…).

Można to podsumować grającym mi ostatnio w głowie Sokołem: Słucham małolatów, żeby wiedzieć co się kroi. Słucham zgredów, żeby wiedzieć jak było. Jedni i drudzy słuchają słów moich. Żyć trzeba umić, co by się nie wydarzyło. Wielu piłkarzy nie słucha „zgredów”, nie wie chyba „jak tu czasem było”, gdy była lipa… Z ostatnich wydarzeń też wniosków nie wyciągają. A żyć trzeba umić… Tym bardziej na Łazienkowskiej 3.

A propos Napoli, dodajmy że ultrasi miasta Gomorry zaczęli, póki co nieśmiało, narzekać na prezydenta swojego klubu… Na jego miejscu bym pomyślał, ale oni rzadko – patrz Miodulski – miewają trafne wnioski…

ŁG

PS: Na filmiku zarówno piękno futbolu, ultra, jak i to co pisałem o mającym swoje za uszami „Przeglądzie” (transparent „Przekręt Sportowy”). Vuković też ma swoje za uszami, ale pamięta się właśnie takie chwile! Kogo to obchodzi i kto to pamięta, że piłkarz po takim zachowaniu dostanie żółtą kartkę? Za mało spontanu dziś…