4.09.18 „Warszawski dzień”.

Zobaczysz jak przywita pięknie nas – Warszawski dzień. Śpiewamy zawsze Niemena przed meczem przy Łazienkowskiej 3… Realizatorzy telewizyjni od transmisji meczów lubią w tym czasie pokazywać nieco cukierkowe obrazki – uśmiechnięte panienki w barwach, dzieci z wymalowanymi buziami itd. Kolorowo i pozytywnie (nawet jak jest 1:4). Oczywiście fajnie, że Ci ludzie są na trybunach piknikowych, nie o hejtowanie tu chodzi… Chodzi o to, że fanatycy, różni ludzie mogą mieć w tym momencie trochę inny Warszawski dzień na myśli, w sercu i w ciarkach na ciele. Dla mnie płonąca flaga wroga na tym nowym, pełnym stadionie, z tymi samymi cukierkowymi obrazkami do pokazywania w TV (tyle że stojącymi gdzieś indziej, obok – i ok.), to Warszawski dzień idealny. Jest dobra (jak na krajowe warunki) piłka…, pełen stadion…, patriotyczny przekaz…, a fanatycy robią swoje. Kominiarki…, płonące flagi…, spontaniczne ruchy…, także te żywo reagujące pikniki… No niestety panie Czesław, takie obrazki widzę, gdy śpiewasz. Nadwiślański świt też mam w bani specyficzny, kilka tych świtów się witało na swój sposób…

Każdy zakochany w tym mieście ma swój specyficzny Warszawski dzień, który kocha i to jest piękne w tym hymnie. Inny był Czesio, inny był Grzesiuk… Inny jest chłopak na Żylecie, inny w sektorze rodzinnym…

Zapewne pijaczek ma przed oczami, gdy witał świt na czworaka po jakiejś imprezie, a zakochana maniurka jak z chłopakiem była na romantycznym zachodzie słońca nad Wisłą…

Ktoś wspomina walkę o centrum Warszawy z policją i wyrywany bruk podczas Marszu Niepodległości…, a ktoś ma przed oczami piękną stołeczną starówkę i kawiarnie. Jeszcze inny niekoniecznie widzi starówkę, a swoje kochane blokowisko, gdzieś na uboczu metropolii.

Przyjezdny z szalikiem Legii być może ma w sercu miasto, w którym się wbrew wszystkiemu, nawet wbrew wyzywaniu go od słoików, naprawdę zakochał…

Żyjący bohater wojenny będzie śpiewał ciesząc się, że przy jego współudziale w ogóle to miasto stoi i odbudowało swoją duszę, a ten który po prostu przeżył wojnę klnąc na wszystko, będzie dziękował Bogu, że jeszcze żyje…

To zdecydowanie najlepszy hymn klubowy naszej ligi. I patrząc czasem po minach sąsiadów z sektora, różnych sąsiadów i różnych sektorów, widzę, że dla wielu te słowa mają jakiś głębszy sens…

ŁG