10.09.18 RECENZJE: „Uczeń szatana” (film na podstawie Kinga, 1998).

Nie recenzuję tu nowości, które akurat wyszły, tylko filmy, które warto zobaczyć… Jak wiadomo w całej historii kina jest ich nieskończenie wiele (bo pamiętajmy, że mamy również egzotyczne hity z najróżniejszych krajów – innych niż docierające do nas masowo produkcje z USA…). Tym razem jednak produkcja Amerykańska, którą być może mieliście okazję widzieć – jeśli nie, wrzucam linka do dobrej jakości z lektorem na YouTube. Tytułowym „szatanem” jest tu sąsiad zafascynowanego nazizmem chłopca, który okazuje się ukrywającym się w Stanach zbrodniarzem wojennym z wojsk Hitlerowskich. Oczywiście prawdopodobieństwo rozkminienia jest znikome (zbiegów okoliczności będzie więcej), aczkolwiek Stephen King – bo scenariusz to jego pomysł („Zdolny uczeń”) – nie bawi się w jakieś pierdoły, tylko masowo rzuca pomysły na warsztat i produkuje kolejne dzieła, czasem lekko kiczowate, ale z jasnym przesłaniem. Nie ma zatem, co rozkminiać tylko trzeba skupić się na przekazie. Niedługo jadę do Auschwitz – pierwszy raz…, z obozów byłem póki co w Sztutowie. Chyba chcę się wczuć w atmosferę.

Zło, które poznaliśmy, lub robiliśmy pozostaje głęboko w nas i jeśli nie odpokutujemy, a czasem nawet wtedy, w natłoku niespodziewanych wydarzeń – może w każdej chwili wrócić… Odrodzić się… Film „Uczeń szatana” pokazuje, że odrodzić się może na każdej glebie, do której dotrze wieść o nim!

King na warsztat bierze fascynacje złem szesnastoletniego chłopca. Fakt – wielu z nas to przechodzi w wieku nastoletnim, u niektórych ona zostaje, a niektórzy wyrastają, niekiedy z trudną do zagojenia blizną na sercu i sumieniu. A coś co nas ku niemu pociągnęło, zostało gdzieś w krążącej obok nas przestrzeni i czeka na słabszy dzień…

Wspomniany nastolatek (grany przez Brada Renfro) rozkminił, że jego sąsiad jest poszukiwanym od czasów wojny nazistą (w tej roli bardziej znany Ian McKellen), co akurat trafia w jego zainteresowania (w tym te szkolne – z lekcji historii). Postanawia go nie wydać w zamian za opowieści o przeszłości, gdy zabijał ludzi w nazistowskim mundurze. Opowieści są coraz dłuższe, chłopak poznaje coraz więcej szczegółów… Komory gazowe itd. Jak to się przełoży na jego życie?

Lubię gdy King bierze się za coś innego niż duchy i nawiedzone samochody… Weźmy „Zieloną milę”, „Misery” (film widziałem, książkę mam rozpoczętą), czy „Skazani na Shawshank”. Recenzowany tytuł też dodam do wartych uwagi mimo kilku „amerykańskich stereotypów”. Tu robi się z nazistów sadystów, a pamiętajmy, że cały aparat Trzeciej Rzeszy nie mógł być oparty na tego typu specyfikach! To ludzie są tacy! Ludzie, którzy posłuchają szatana i wytłumaczą sobie zło potrzebą czasów, lub chwili… Fakt, takie czasy jak wojna sprzyjają sadystom, każdy psychol może się spełnić w służbach… Ale procentowo… Nie mogę sobie wyobrazić, że większość najchętniej zjarałaby kota w piekarniku…

Warto głębiej zastanowić się nad fascynacją złem. Często to igranie z ogniem, które może obudzić w każdym bestię. Niby trąci tanim moralizatorstwem, ale coś w tym jest…

W filmie rodzice chłopaka nic nie wiedzieli o jego mrocznym hobby… A Ty kiedy zajrzałeś do swojej pociechy…?

ŁG