10.09.18 RECENZJE: „Chłopiec w pasiastej piżamie” (film, 2008).

Najmocniejszy film z ostatnio obejrzanych zostawiłem Wam na koniec dzisiejszych recenzji. „Chłopiec w pasiastej piżamie” (dramat historyczno-wojenny USA/Wielka Brytania) został zekranizowany w 2008 roku (ekranizacja książki Johna Boyne’a). Żona żołnierza SS… po prostu chce być żoną, a zatem z początku niewiele myśli o pracy męża i jego obowiązkach. Żyje sobie dobrze, wychowując dzieci w dużym domu. Sytuacja zmieni się po przeprowadzce z Berlina na wieś, w pobliże obozu koncentracyjnego. Synek szybko dostrzega, że z jego okna widać dzieciaki biegające w „piżamach”, a z kominów wydobywa się wyjątkowo śmierdzący dym. Ciekawość bierze górę i wkrótce ośmioletni syn niemieckiego oficera SS zaprzyjaźnia się z żydowskim chłopcem przebywającym w obozie. Okazuje się, że obozowa codzienność różni się od tej przedstawianej w filmach propagandowych III Rzeszy.

Wiadomo – to abstrakcja, że tyle razy udaje się chłopcom długo rozmawiać przy płocie obozu, który sprawia wtedy wrażenie słabo strzeżonego, ale dla fabuły musimy się zgodzić na taki kompromis z twórcą.

Zyskujemy wiele więcej – kontrast między życiem syna niemieckiego żołnierza z dzieckiem w jego wieku, które jest po drugiej stronie płotu za sprawą pochodzenia. Niemiec Bruno nie zdaje sobie sprawy czym jest obóz i nawet zazdrości Szmulowi (młodemu Żydowi), że może bawić się całymi dniami ze swoimi rówieśnikami, podczas gdy on przesiaduje sam w ogrodzonym ogrodzie, bujając się na oponie. Czy zostanie naiwny do końca? Czy jego matka wreszcie ściągnie klapki z oczu?

W każdym razie warto zwrócić uwagę na to jak abstrakcyjny świat zastają młodzi chłopcy, jak szybko musi się skomplikować ich zwyczajna chęć życia i zabawy! To daje do myślenia, jak zło, polityka i reżimy zburzyły naturalną harmonię świata.

Prócz rozmów chłopców oglądamy obraz rodziny – ojca, matkę, służącego (z obozu), pokojówkę, czy też sprzyjającego nazistom dziadka. Jest też zafascynowana klimatami Hitler Jugend siostra (na zdjęciu obok), której podejście do ideologii przypomina drogę zmanipulowanego dorastającego człowieka, powtarzającego to, co go nauczyli, bez głębszej refleksji i wyciągnięcia wniosków.

I właśnie relacje między ludźmi są najważniejsze w tym filmie, a nie nierealność spotkania przy płocie obozu…

W filmie nie przesadza się z mocnymi scenami mającymi wywoływać łzy, sytuacja po prostu toczy się i sama w sobie wiele mówi – nie ma też przesadnej brutalności, krwi, która jeszcze podniosłaby ciężkość „Chłopca w pasiastej piżamie”, a jest zbędna.

Obraz broni się opowiedzianą historią i dlatego polecam Wam wszystkim na dzisiejszy wieczór…

ŁG