21.09.18 RECENZJE: „Listy z Iwo Jimy” (dramat wojenny, USA, 2006).

Kolejna po „Sztandarze chwały” odsłona krwawych zmagań o Iwo Jimę. Tym razem Eastwood pozwolił dojść do głosu Japończykom i przedstawił ich punkt widzenia. A przynajmniej próbował. Historia nie jest czarno-biała, pełno tu odcieni szarości, zwłaszcza w czasie wojny, kiedy często trudno jest dostrzec granicę miedzy dobrem i złem, a ten konflikt oczywiście nie był wyjątkiem. Jest rok 1945, do granic cesarstwa zbliża się armia USA. Do obrony małej, śmierdzącej wulkanicznymi siarkowodorowymi wyziewami wysepki, oddelegowany zostaje Tadamichi Kuribayashi. Człowiek, który dużo czasu spędził w Ameryce, poznał tamtejszą kulturę, nawiązał przyjaźnie z miejscowymi, teraz musi stanąć przeciwko nim by bronić swojej Ojczyzny. Po przylocie na miejsce szybko okazuje się, że nie ma ani wystarczających środków, ani odpowiedniej ilości ludzi by przeciwstawić się potędze Stanów Zjednoczonych i obrona wyspy to tak naprawdę misja samobójcza. Mimo tej świadomości, generał przygotowuje garnizon do obrony i to dzięki jego umiejętnościom dowodzenia i wiedzy, jakakolwiek obrona była możliwa. Ale „Listy z Iwo Jimy” to coś więcej niż tylko film wojenny…

Reżyser analizuje całe spektrum ludzkich zachowań, kiedy znajdą się w sytuacji, z której, by spełnić swój obowiązek wobec Ojczyzny i uratować honor, jedynym wyjściem jest śmierć. Duży wpływ ma tutaj czynnik kulturowy, tradycja samurajskich klanów i fanatyzm walczących, momentami posunięty do bezmyślności, czego skutkiem jest, niepotrzebna w gruncie rzeczy, ofiara. Kuribayashi próbuje to opanować by nie przelewać krwi swoich ludzi na darmo, jednak kiedy nie będzie wyjścia sam również nie zhańbi swojego munduru.

Jeśli ktoś miałby wątpliwości, czy to aby nie fikcja filmowa, to może przekona go fakt, że Iwo Jima broniła się od 19 lutego do 26 marca, mimo kilkukrotnej przewagi Amerykanów w liczbie żołnierzy i miażdżącej przewagi w sprzęcie, a ostatni obrońcy ukryci w wydrążonych korytarzach poddawali się jeszcze kilka lat po zakończeniu wojny! Ogólnie w walkach poległo (lub popełniło samobójstwo) ok. 21 z 22 tys. Japończyków, do niewoli dostali się prawie tylko ci, którzy byli nieprzytomni lub ciężko ranni. Są również świadkowie, którzy widzieli jeńców wykorzystujących moment i rzucających się pod gąsienice Jankeskich czołgów. Ktoś powie, że to bezsensowne trwonienie zasobów ludzkich Narodu i „specjalność Azjatów”. Ale i w naszej historii znajdziemy analogiczne sytuacje, niech będzie pierwszy z brzegu przykład – Powstanie Warszawskie. Ile trzeba było fanatyzmu by tak długo walczyć z taką przeważającą siłą wroga? Ile odwagi i poświęcenia, mimo, że zdawali sobie sprawę z tragicznej sytuacji. A bitwa pod Wizną i samobójcza śmierć kpt. Raginisa? Znalazłoby się tego jeszcze trochę… Oczywiście samobójstwo to nigdy nie jest (przynajmniej dla mnie) rozwiązanie, ale ten fanatyzm i poświęcenie dla Kraju budzi szacunek. Czy nas dzisiaj byłoby stać na coś podobnego, na taką ofiarę? Z tym Was zostawiam, a film oczywiście bardzo polecam.

                                                                  Antyanarcho