25.09.18 Powszechny.

„Podróżując sobie”, to po prawosławiu, to po Bractwie Piusa X (z zasłużonymi kapłanami obu miałem okazję spotkać się na długiej, prywatnej rozmowie jeden na jeden) dochodzę do wniosku, że w Kościele katolickim najlepiej odczytuje się naukę płynącą z Ewangelii, co mnie cieszy i umacnia. Oczywiście w tym samym Kościele wiele jest patologii, ale to przecież ogromna wspólnota, hierarchia, a co za tym idzie wpływy i pieniądze, nie oceniam po „upadłych”, bądź cwaniaczkach przebranych w sutanny. Dodam, że zarówno w schizmie Wschodniej jak i Tradycji Piusa dostrzegam sporo plusów, marząc o (raczej nierealnej w świecie po grzechu pierworodnym) jedności Kościoła… Kocham Kościół katolicki i chcę zrozumieć… czym on jest, co jest zadaniem na całe życie ziemskie, bo świat jest bardzo dziwny (słowa tego używa nawet kapłan podczas odprawiania mszy św., w Twoim dziwnym świecie, a recytuje się także, że Ciebie Kościół nie ogarnie).

Nie ma być mi wygodnie, dlatego nie mam wybierać lekkiej i przyjemnej, sprotestantyzowanej wersji wiary, jednak gdy osoba z Tradycji poleca mi… w ogóle nie chodzić na nową mszę (na starą mógłbym bardzo rzadko – mniej niż raz w miesiącu), a więc nie przyjmować Chrystusa, wcześniej mówiąc, że msza katolicka i nawet prawosławna może być ważna (pod względem Jego obecności w chlebie) to widzę w tym dziurę logiczną i żadna duchowa jej nie załata! Bractwo działa na obrzeżach naszego Kościoła, ale takimi radami dla wiernych nieco jednak wychodzi poza jego kręgi (podobnie jak „kapłan”, który np. wspiera LGBT)… Różne są kierunki, w których można odpłynąć podpierając się dwoma cytatami na krzyż. No właśnie – krzyż. Nosimy go w osobie naszych współbraci w wierze, tak jak Chrystus otoczony był wątpiącymi ludźmi z różnym podejściem do Jego nauki…

Czy „nowa msza” aż tak „ubliża Bogu” jak to mówią? Mam wątpliwości… Wszak nawet na trydenckiej można myśleć o przysłowiowej (albo i nie) dupie Maryny…

Tak, Kościół katolicki gubi się czasem w miłosierdziu, ale wiele osób zabetonowanych jest dokładnie po drugiej stronie barykady i gubi się w zatwardziałej walce z nim. Tak mi podpowiada sumienie (nie tylko umysł). Mając na myśli KK nie chodzi mi stricte o hierarchię, ale o mnie i o Ciebie, o tego księdza z pobliskiej parafii, który robi wiele dobrej roboty dla Ewangelii i Kościoła…, a przy tym (oczywiście) podkreśla REALNĄ OBECNOŚĆ Chrystusa w chlebie.

Uff. Zajechany jestem…

Jeden tak ma, że cały rok leci na osiemdziesięciu ośmiu oddechach, a drugi pod koniec września ma już dosyć, mimo że na początku tego miesiąca dopiero co zaczął robotę. Masa stresu, masa misji, masa założeń, których miałem się trzymać, ale z powodu działania na emocjach i tego, że człowieka potrafi rozbroić nerwowo jakaś sytuacja pomieszana ze zmęczeniem – różnie to bywa.

Spadają liście, z szaf wyjęliśmy najmodniejsze kurtki, jak na subkulturę mającą w tyłku modę przystało, heh.

W tym szarym życiu szarą jesienią bardzo potrzebuję sakramentów, Jezusa Chrystusa. Nie dam rady idąc do Niego mniej niż raz w miesiącu, bo np. ktoś z odległego od mojego domu Bractwa stwierdził, że lepiej nie iść na mszę wcale, bo uwłacza ona Bogu, mimo iż (cytując tego samego kapłana) „może być ważna przez Jego obecność”.

Sorry, póki co „nie wchodzę”…, aczkolwiek życzę wszystkiego dobrego!

ŁG

PS: Nowe DVD, inaczej być nie mogło, czeka na obejrzenie na mojej półeczce z oryginałami! Wspieraj twórców!