25.10.18 Gówno na trawie i Pastereczka…

Serial „Daredevil”. Już o nim pisałem, ale wyszedł trzeci sezon. Jedyny tzw. „superbohater”, który ma przyjaciela księdza (i nawet jeszcze nie jest on pedofilem!), a także rozterki duchowe. Oglądam w ciężkie wieczory, bo ma mroczny klimat, a lubię mroczny klimat, nawet komiksowy (o tak, Gotham!). Oglądam zamiast np. pisać. Tyle projektów rozkopałem, że się zakopałem. Tyle rzeczy zacząłem, że najczęściej nie robię nic tylko wynajduję nowe. Znajdowanie dla znajdowania. Ściąganie dla samego ściągania. Nałogi XXI wieku. Jesteś sXe? Ogarnij i to! Zmieniłem psu karmę na gorszą, taką z „Biedry”. Sra jak szalony, jak spał długo, tak teraz od 7:00 rano liże mnie po twarzy, by wyjść z nim strzelić kilka klocków. Rześkie, jesienne powietrze. Dobrze…, chociaż będę miał czas usiąść za biurkiem. Rano umysł jest świeższy niż po spotkaniu z ludźmi w pracy. Myślę sobie o temacie, gdy pies stoi zgarbiony i po raz drugi w przeciągu pięciu minut (karma z „Biedry”, oby mnie za nią jakaś karma nie spotkała…, wybacz piesio) robi swoje, a z kolejnych garaży wyjeżdżają do roboty na pół śpiący rodacy. Biorę woreczek i ściągam z mokrej trawy przyklejone do niej miękkie gówno, wyrzucam do śmietnika, „taki jest nowoczesny patriotyzm!” krzyczeli liberałowie, ale akurat czyszczenie po czworonogach popieram i praktykuję.

Niech resztki kupy na pięknej trawce będą również moim komentarzem powyborczym. Najpierw było zielono i pachnąco, a po podliczeniu głosów gówno z obietnic pozostanie…

Jaka ma być polityka? Nie wiem. Powiesz, że olałem i zdziadziałem, ja sądzę, że raczej wydoroślałem. Myślę z pewnym podziwem o tych, którzy całe życie byli zadziwiająco spójni i konsekwentnie budowali swoje idee. Wytłumaczyli sobie, a potem innym, koncepcję świata, lub Ojczyzny. Koncepcję. Za koncepcjami, które z samej natury nie mogą być zaakceptowane przez ogół społeczeństwa (bo są subiektywne i wynikające z konkretnego charakteru) szły różne ruchy, czasem wojny i konflikty, nie zawsze niesłuszne, bo powodowane jakby świętym gniewem (dziś Jezus mówi o nim w czytaniach Kościoła, zapoznajcie się…). Skoro idee są subiektywne jak w pełni wierzyć w ich słuszność?

No dobra… pies, kupa, resztki plakatów wyborczych, śniadanie…

Jaki cel na dziś? M.in. wreszcie coś napisać i może pomóc jakiemuś dzieciakowi się odnaleźć w sporcie. A propos. Ależ niekończąca się opowieść z tą dziewczynką: LINK. Dwa miesiące temu piłem za nią czaj, a nie dotarła do dziś… Tylko smsy, telefony, potem głucha cisza – nie odbierają. „Przyjdzie, przyjdzie”. Potem „jednak w październiku, bo ciężko chora”…, w październiku jej nie ma. Przerwa dla dzieciaka może być zabójcza, nie wstanie sama z kanapy jeśli ojciec jest bezjajeczny. Ale ile można o gównianych sprawach, opowiem Wam o zielonej trawce…

Mam taką jedną, ta stale tu jest. 30 kilogramów żywej furii. Na ostatnich zawodach nie było dzieci z jej kategorii wagowej (do 32 kg), więc dodali ją do wyższej. Walczyła z dziewczynami o wadze +1/3 jej wagi ciała, jak prawdziwa wojowniczka! Przegrała, ale charakterek mega. Jak walczy z 10 kg cięższymi chłopakami to dostaje po twarzy, ale nawet nie obróci się tyłem, mruży oczy na czerwonej twarzy i prze do przodu…

Cała historia z nią polega na tym, że swoim zachowaniem poza matą przypomina dziewczynkę z oazy, taką co się nigdy nie odzywa i nie skrzywdzi nawet muchy, nie powie na nikogo złego słowa. Rączka na rączkę złożone z przodu, rumieńce na twarzy, gdy do niej mówisz i spuszczony wzrok. Aniołek, nic dziwnego że nie może odnaleźć się towarzysko w mojej grupie, raczej o przeciwnej mentalności.

Nie będzie jej na treningu, dostała jakąś rolę w teatrzyku.

A kogo grasz?

Pa-ste-re-czkę… – odpowiada z tymi rumieńcami i złożonymi z przodu rączkami.

Żeby oni wiedzieli jaka ty jesteś na macie pastereczka… – odpowiedziałem, ale tylko się uśmiechnęła, przez ułamek sekundy widziałem jej drugie oblicze na twarzy.

Turnieje walki dla dzieci. Ona chce jak najmniej restrykcyjne przepisy, jak najmocniej, jaka przerywana walka? Trenerze, mogę low kicki? Pastereczka… kurde (bo mówimy o dziecku…) jego mać…

Takie jak ona są moją trawką w całym tym gównie, nie radny po szkole PR i photoshopa… Dlatego z radością mówię Wam dzień dobry!

ŁG