3.11.18 Jadąc przez Warszawę… Uliczny styl, uliczna klasa!

Warszawa, jadę komunikacją miejską w kierunku meczu Legii. Jeszcze wcześnie, na mieście nie widać barw. Przede mną dwóch małolatów opiera się o boczną barierkę pojazdu, jeden grzebie coś w telefonie, drugi się rozgląda. Dobra stylówka, widzę przecież mniej więcej „co i jak”, albo jak kto woli, że coś jest (lub będzie) na rzeczy z tymi dzieciakami. Może po trzynaście lat, ubrani na typowy casual, ułożone fryzurki, uliczna klasa! Obcinam ich z uśmiechem, powiecie, że to dziwne, ale… fajnie jest po prostu zobaczyć polskich (najpewniej legijnych) mini-chłopaczków ze stylem, w czasach jakichś powykręcanych emo-wynalazków z ich roczników. Na kolejnym przystanku wsiada siostra zakonna i zajmuje jedno z podwójnych miejsc tuż przede mną. Drugie przez chwilę jest wolne, ale siada na nim jeden z tych chłopaków, drugi dalej jest mocno zajęty jakąś rozmową przez telefon. Nagle zakonnica zagaduje nowego sąsiada: – Jesteś chłopczykiem, czy dziewczynką? Znowu dziwne, ale zamarłem. Myślę sobie: takie, kurde, porządne chłopaki, a będę musiał się na nich zaraz wkurwić, bo zaraz zrypią tą zakonnicę za zniewagę. Wcześniej zdenerwowałem się na – przecież bliską mi duchowo – siostrę: musiała akurat takie świadectwo dać, na jakiej podstawie?

Chłopczykiem – odpowiedział tymczasem chłopak i z ironicznym uśmieszkiem spojrzał na grzebiącego w telefonie, również już szyderczo uśmiechniętego kumpla. Autoironiczny uśmiech u dzieciaków, uwierzcie – to nie jest częsty przypadek (wiem, bo z nimi pracuję)!

W tej naszej dziwnej casualowej więzi poczułem się dumny, tym bardziej że chłopaczek bardzo kulturalnie i cierpliwie dyskutował sobie z siostrą przez kilka przystanków. Wszystko „na pani”, „do widzenia” na koniec… Kumpel go nie przedrzeźniał. Siostra wysiadła, przysiadł się.

Przyjęli docinkę z dystansem, mimo młodego wieku muszą po prostu czuć swoją wartość. Dyskutowali o jakichś innych sprawach, już z „kurwami” jako przecinek, na luzie. Przy siostrze pełna kultura i szacunek! Kurde… mimo braku wyczucia u niektórych osób duchownych, może być po prostu normalnie…

Piszę to chyba dlatego, bo kiedyś byłem świadkiem jak pewien starszy pan spytał małolatów jaki to numer autobusu, bo nie widzi. Usłyszał taką wiązankę, że wszyscy zamarli… Bo odezwał się do królewiczów.

Pamiętajcie dzieciaki, uliczna klasa!

ŁG