8.11.18 „O wszystkim i o niczym”.

Organizatorzy Marszu mają złe intencje wobec Czarnego Bloku, nie podjęli refleksji, że głośno skłócony wewnętrznie Marsz jest tak naprawdę na rękę naszym wrogom (i to na głośne „sto lat”). Czy jednak można mówić o „naszych” wrogach, czy może już tylko o wrogach Autonomicznych Nacjonalistów, bo organizatorzy Marszu chcą się tym „wrogom” przypodobać? Szturmowcy trafnie ich wypunktowali, klasyczne nic dodać nic ująć: LINK (polecam też zawarty tam tekst dotyczący tego samego ugrzeczniania się „narodowców” w oczach liberałów: LINK). O czym marzą organizatorzy? Czy mamy jeszcze wspólne marzenia o Polsce, czy już rozmyły się w ich marzeniach o stołkach, nie tylko w studiach telewizyjnych? Zawsze jak jest spokój to zaczyna się wojenka o stołki, w czasie burzy, kilka lat temu, nikt tak głośno nie szczekał. Prosty człowiek powiedziałby na tą sytuację, że od dobrobytu w główkach się pierdoli i to jest największy minus czasów jako takiego spokoju… Jak się jednak ostatecznie okazało, organizatorzy też są rozgrywani, a cały Marsz ma wrogów, co pokazała najpierw Hanka, a potem PiS. Szach i mat…? Ostatnie godziny ożywiły nieco senną atmosferę. Jak będzie? Przekonamy się po 11 listopada, ale teraz można przynajmniej spodziewać się „różnego przebiegu” tego Marszu… Możliwe jednak, niestety, że niektórym przyda się wolny poniedziałek… Cóż. Jak mówi klasyk z czasów dzieciństwa na podwórku – „lepsze to niż w chacie siedzieć” :-).

DYGRESJA…

Przeciw sobie nas szczują, dzieciaku – nie ufaj szujom… rymował swego czasu Wilku. Powiedzcie, po kiego Hanka, a PiS też ponoć chciał swoje zrobić (LINK), wbiła dwa miecze w ziemię tuż przed Dniem Niepodległości? Pytanie retoryczne… Po to, by osłabić przeciwników. Nie mogli po prostu milczeć? A może milczenie polityków stało się tylko naszym głupim marzeniem…? Jesteśmy w tych marzeniach uwięzieni jak bohater „Ślepnąc od świateł” w Warszawie…

Polityczne Kurwy to najprostsze, co ciśnie się na usta… byle nas rozgrywać, byle zyskać dla SWEJ PARTII, kosztem mrówek i narodu…

DYGRESJA 2…

„United We Stand Divided We Fall” – mówiło słynne już hasło na legijnej oprawie. Znalazłem zdjęcie piłkarza i kibica z jakiejś Bundesligi, które od razu mi się z nim skojarzyło, piękne (wrzucam niżej). Ale ja nie o tym.

W tym całym syfie przedmarszowym i tym, że mam swoich faworytów w „posiadaniu racji”, musimy pamiętać, że – wiem, brzmi jak brzmi – bez pewnego typu miłości do naszych braci i sióstr Polaków, upadniemy… Nie powinniśmy być tak podzieleni!

NO WŁAŚNIE – MIŁOŚĆ…

Miłość nie jest uczuciem – jest decyzją. Dowiedziałem się tego jakiś czas temu po licznych turbulencjach, raczej typowych dla mojego wieku. Owszem, w ramach miłości występują uczucia, emocje, ale czasem są silne, a czasem wygasają. Dzisiejszy świat wmawia nam, że to już najwidoczniej „koniec miłości” i trzeba na nowo „rozpalić ogień”. W efekcie miasta i portale społecznościowe pełne są wiecznie niezaspokojonych frustratów, którym trudno było zrezygnować ze swojego pragnienia adrenaliny i emocji.

Kocha żonę mąż, mimo że nie jest już najatrakcyjniejsza na osiedlu, kocha klub kibic, mimo że obecnie lipa sportowa i na trybunach, kocha Boga święty, nawet w Auschwitz. Kocha Polskę nacjonalista, mimo że pełna jest idiotów…

Jezus Chrystus jest miłością. Bóg tak ukochał świat, że posłał nam Jego, On dał nam nadzieję i umarł za mnie i za Ciebie. Kochał, cierpiał. Zrozumienie miłości i cierpienia daje jako taki spokój. Jako taki, bo to cierpienie nie raz da nam popalić, podobnie miłość.

Byłem w Barberze, relaks przerywało mi gadanie sąsiedniego barbera, że „znowu się zakochał, czwarty raz w tym miesiącu” oraz opowieść o dziwkach w studenckim klubie (szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi»… słuchamy w dzisiejszej Ewangelii, posłuchamy też w życiu chcąc Go naśladować…). Wiem, że mówił półżartem, ale ja wiem i Ty wiesz, że miłość przez znaczną część osób rozumiana jest na sposób cielesny, emocjonalny, a to przecież nie jest już szesnastoletni szczyl…

Jak szesnastoletni szczyle nie możemy zatem obrażać się, że nasza miłość (Polska) wymaga często znoszenia swoich wad, przecież pokochaliśmy ją taką jaka jest, a kiedy ona była idealna…?

„DL” / „DZIENNIK…” Z PŁYTĄ CR-A NA „KU NIEPODLEGŁEJ”!

10 listopada, Warszawa. Na koncercie „Ku Niepodległej” do nowej płyty CR’a (przesłucham, zrecenzuję) dostaniecie w gratisie mój „Dziennik odsuwania gałęzi”, może też starczy dla Was vlepek.

A propos tego zina, akurat czytelnik podesłał, zbiegiem okoliczności, świeżą fotkę podczas zwiedzania…

AKTYWIZM / „NARÓD PRACY” – SZCZEGÓŁY!

Również 10 listopada, Warszawa. Patronujemy!

 

MUZYKA / „EGZEGEZA – KSIĘGA PSZCZÓŁ”

Nareszcie Tau dał konkretne informacje o nadchodzącej płycie! Konkretne o tyle, że podał jej tytuł, zapowiedział, że niedługo pierwszy singiel i na CD będzie sporo żywych instrumentów. Daty nie podał. Jeszcze w tym roku…? Przynajmniej jeśli chodzi o singel, pewnie tak…

„CZY WIESZ, ŻE…”

… kiedy Ludwik Francuski szedł do wojny przeciwko Saracenom, miał na sobie franciszkański habit? Jego mistrz, św. Franciszek podczas słynnej rozmowy z sułtanem także bronił godziwości wyprawy krzyżowej jako „wojny sprawiedliwej” (źródło: br. Wawrzyniec Maria Waszkiewicz, „Ludwik – wierny syn Franciszka”). Rozeznawajmy dobrze ducha czasów…

CYTAT NA KONIEC…

W pogoni za marzeniami niszczymy wiele realnych rzeczy dookoła siebie, lub ich… nie zauważamy. A jak pisał w „Little Gidding” (poemat) T.S. Eliot:

Nie ustaniemy w poszukiwaniu

A kresem naszych poszukiwań wszelkich

Będzie ta chwila gdy do punktu wyjścia

Dojdziemy i poznamy to miejsce nareszcie

Po raz pierwszy.

Mi się to kojarzy nawet z Marszem 11 listopada i z tym, że znowu grupa radykałów pozostała tylko (aż?) grupką… Jak w punkcie wyjścia… Tak, zaczynam myśleć, że dopiero poznałem o co w tym chodzi po raz pierwszy.

ŁG

 

PS: Pisze ktoś jakieś ciekawe felietony? Niekoniecznie ze świata nacjonalizmu itd. (tych nie brakuje, np. LINK – jedna z nowych ikonek po prawej stronie e-„DL”), po prostu brakuje mi miejsc w sieci, w których mogę coś luźnego, ale i wartościowego przeczytać na tematy np. kultury, życia codziennego itd. Chodzi mi o kogoś, kto coś wnosi – gdziekolwiek… Dość memów i facebookowych mądrości bez polskich znaków…