11.11.18 RECENZJE: „Autobiografia K.Wojewódzkiego” (książka, 2018).

Czasem mam wrażenie, że humor mnie opuścił. Po przeczytaniu autobiografii Kuby Wojewódzkiego (czytam wiele dziwnych biografii, ta nie była najdziwniejsza…) naszła mnie jednak refleksja, że to być może dobrze, bo sadziłbym zbyt wiele sucharów… Znany telewizyjny showman ciągle wymyśla na siłę te niby śmieszne teksty, a myślałem naiwnie, że trochę sobie odpuści kosztem jakichś w miarę sensownych rozmyślań, czegoś czego mógłbym się chwycić w ocenie błędu jaki został popełniony przy wykluciu się takiego kretyna i jemu podobnych. Miałbym go w dupie, gdyby nie fakt, że jego sposób „luzu” wychowuje wielu tele-Polaków, ot – jest jednym z trybików w liberalnej maszynie. Twierdzi, że trzeba mieć odwagę, by mieć takie poglądy jak on, ale to przecież nie przed nami bramy TVN stoją otworem…

Każdy się kiedyś skusił…? Pamiętacie pewnie jak pierwszy raz byli u niego raperzy, Vienio i Pele? Z ciekawością się spojrzało. Ale te słynne „psie odchody” i inne brzydkie prowokacje raz na zawsze umieściły Wojewódzkiego na liście wrogów naszego sposobu pojmowania moralności, dobrego smaku, prowokacji.

Książka jest jeszcze gorsza niż te psie odchody i dopełnia harakiri… To nie oznacza, że nie można przeczytać takiej biografii, wręcz przeciwnie, najbardziej mi szkoda, że dałem mu zarobić, a tak to chętnie, chociaż z prawdziwym obrzydzeniem, łyknąłem lekturę, rozczarowującą ze strony na stronę (serio, spodziewałem się czegoś lepszego – nawet po nim)… Człowiek myśli czasem „a może przesadzam i to po prostu niegroźny debil jest?”, ale biografia leczy z miłosierdzia.

W powietrzu od samego początku wisi jakaś dziwna pretensja do Polski, strach przed tym „jacy my jesteśmy”, jacy byli rówieśnicy Wojewódzkiego od czasu, kiedy grał z nimi w piłkę i „nie rozumiał dlaczego ma wygrywać”… Kuba nie widzi plusów w katolicyzmie, w patriotyzmie… Wszystko to według niego prowadzi Polskę do bycia zadupiem postępowej Europy, a rocznice wielkich wydarzeń obchodzimy dlatego, że mamy kompleksy bycia cieniasami na naszym kontynencie. Katolikiem człowiek też staje się z kompleksu, słabości – to on jest prawdziwie wolny i ma odwagę być ateistą (ja widzę swoją w nawróceniu, ateizm był bardzo wygodny…).

Również idę swoją drogą, wszystko lubię po swojemu, ale nie oznacza to, że pluję na wszystkich… Do czasu sięgnięcia po lekturę zapomniałem chyba, że można być tak ograniczonym, a jednocześnie uważać się za oświeconego… On nie odpuścił, on jeszcze przyspiesza z tym pieprzeniem…

Po takiej biografii wiem, że nie będzie czegoś takiego jak jedna Polska, jeden Marsz. Czy z naszej winy? Kto jest bardziej anty? Przeczytajcie sami…, punkt widzenia takich osób nie pozostawia wątpliwości – jesteśmy tej samej krwi, a jednak tak różni! Prędzej ja spojrzę życzliwie na jakiegoś anarchistę niż Wojewódzki na Polaka-katolika, w którym widzi tylko zepsucie i ucieczkę.

Pozostaje się za niego modlić, bo na Marsz pewnie nie przyjdzie, by wspólnie kiedy my żyjemy zaśpiewać :-).

W czasie premiery autobiografii kibice Legii weszli oprawami w obchody 100 lat Niepodległości Polski. Patrz Kubuś – i się ucz…

ŁG