20.11.18 RECENZJE: „Bomb City” (film fabularny, USA, 2017).

„Bomb City” – powstała w oparciu o prawdziwe wydarzenie produkcja z roku 2017 była moją pozycją obowiązkową. Wiadomo, subkulturowe klimaty. Z drugiej strony produkcja USA zapowiadała raczej standardowy przebieg akcji. Spodziewałem się czarno-białej opowieści typu „alternatywny dzieciak-punk kontra zdegenerowany bananowy chłopak w bejsbolówce” i trochę tak było. Wprawdzie autorzy pokazują, że punki święci nie byli, ale prócz odrazy widz poczuje do nich chociażby trochę sympatii, bo coś tworzą, zawierają przyjaźnie, krytykują agresywne państwo, które robi krzywdę ludziom. Jak zdaje się mówić główna myśl filmu – gdy dorośli robią krzywdę w ramach państw, jest ok., a gdy dzieciaki szaleją – szuka się przyczyny „czemu”. Fakt, taki paradoks, kibice też to odczuwają, gdy zagrożenie dla państwa widzi się w racach i kawałku materiału, a na górze (u władzy) totalny burdel!

Przenosimy się w 1998 rok, do miasteczka Amarillo w Teksasie. Brian Deneke ma swoją punkową ekipę i prowadzi typowo punkowe życie, co nie podoba się miejscowej licealnej młodzieży z drużyny sportowej. Od słowa do słowa dochodzi między grupami młodzieży do coraz większych awantur. Czy dymy przy użyciu kijów bejsbolowych, łańcuchów z ciężkimi kłódkami itd. mogą zakończyć się inaczej niż tragicznie…?

„Bomb City” jest o tym, że nie zawsze ten, który wygląda na bardziej zdegenerowanego nosi w sobie większe zło. Jest też o tym, że policja podchodzi stereotypowo do obiektu swojej interwencji. To są plusiki.

Można obejrzeć, ale żeby było to obowiązkowe, to raczej nie…

ŁG