3.12.18 Żaden czas nie ratuje nas od ciężaru życia!

Dzisiejsza Ewangelizacja, zwłaszcza w tak szczególnych okresach roku liturgicznego jak np. trwający właśnie Adwent, charakteryzuje się tym, że najbardziej zaangażowani wierni wchodzą w niego opakowani w cały zestaw nowoczesnych narzędzi. Rano, jeszcze przed mszą o 6:00 filmik i mem od dziesiątek polubionych stron wspólnot religijnych, po mszy wspólne śniadanie z innymi wspólnotami, na kazaniu oczywiście „myśl przewodnia” prowadzącego kanał na YouTube „nowoczesnego kapłana” w eNkach, która wspomaga… inne „myśli przewodnie” ze wspomnianych filmików i memów. Oczywiście nieco przesadzam, ale tak to czasem wygląda. Czasem to pomaga, a czasem brutalnie zderza się z tzw. życiem, które Adwentu chyba nie obchodzi… nie w dzisiejszych czasach. I okazuje się, że „kilogramy Ewangelizacji” stają się tylko kolejnym natręctwem, a Ciebie – latającego na wyżynach – załatwiła zwykła przyziemna sprawa.

Nie pamiętam fragmentu, ale św. Paweł nauczał w listach, by pamiętać o odpoczynku. Ja ostatnio nie pamiętałem, a wczoraj spałem ok. 1,5 godziny, po czym miałem ciężki dzień na robocie, kłótnie z bliskimi i całym światem (Egiptu się nie nawraca. Z Egiptu się wychodzi – pisze ksiądz Węgrzyniak. Wyszedłem z imprezy integracyjnej, bo nie trawiłem tego, co się tam działo…). Na pierwsze Roraty nie dotarłem, bo musiałem się po prostu wyspać, odpocząć i co ważniejsze – naprawić popsute relacje. Bo to jest priorytet. Co mi z tego, że będę oglądał mądre filmiki z fioletowymi grafikami, wstanę na Roraty i kolejny dzień z rzędu będę chodził nerwowy ze wzrokiem zombie…?

Czasem zamiast „aktywizmu” trzeba po prostu odpocząć… Ponaprawiać W ŻYCIU to, co kazał naprawiać Zbawiciel (memów czytać nie kazał…). Po pierwsze realny świat! My zaś chcemy się nażreć na setki różnych sposobów, również religijnych!

Chcę Wam dziś zaznaczyć, że przede wszystkim ja, tak jak Wy, żyję. Żyję w dużym mieście, w bloku.

Wyspałem się…, załatwiłem co trzeba – nie uciekając od tego! W nic! Oczywiście jutro idę na Roraty. W całej tej mobilizacji pamiętajmy, że jeśli gdzieś „nie pójdziemy”, a tym bardziej „jeśli ktoś inny nie chodzi”, to nic się przecież nie stało, nie jesteśmy źli, ktoś inny nie jest od nas gorszy…

Gotowość na przyjście Pana – i tu dochodzimy do puenty – polega na czymś innym niż gorliwym wypełnianiu swoich (!) postanowień.

Amen.

ŁG

PS: Oczywiście pamiętaj aby dzień święty święcić, nie wyciągnijcie z tekstu pochopnych (protestanckich) wniosków.